środa, 10 marca 2021

Agresja smyczowa - a może lepiej nic nie robić? cz.2


Agresja smyczowa to temat, który cyklicznie powraca na blogu. Powraca temat, bo powraca agresja. Z uwagi na szczególnie trudny przypadek Nuk, miałam okazję zostać specjalistką od terapii tego zachowania. Zastosowałam wszelkie możliwe metody pracy. Konsultowałam z behawiorystami. Byłam na szkoleniach. Oglądałam filmy Gałuszki. No więc, mój pies nie reagował zbyt dobrze na zaproponowane metody, czyli barowanie, nagradzanie za uspokojenie, za spojrzenie na właściciela, odwracanie uwagi. Mój pies na spacerze był w trybie polowania, więc się nie uspokajał, nie jadł smaczków i nie spuszczał oka z drugiego psa. Dopiero wprowadzanie nowych metod, m.in. stanowczego zakazu (nie, zostaw, nie wolno) wyćwiczonego w innych sytuacjach, zrezygnowanie całkowicie z barowania na rzecz losowego wydania smaczka, ale po minięciu się, uspokojenie psa, zakazanie skradania, itd... Dopiero to przyniosło pewne efekty. Najlepsze efekty jednakże przyniosło nic nie robienie.

Nic nie robienie to mijanie drugiego psa, jakby nic się nie stało. Na czym to polega? Przede wszystkim ja nic nie robię. Ja nie zwracam uwagi na psa, tylko idę przed siebie. Czasem po lekkim łuku, gdy widzę, że ktoś nie ściąga flexi swojego psa. Nie przyspieszam, nie zwalniam. Początkowo Nuk się szarpała, ale po paru powtórzeniach ze zwiększeniem odległości odkryła, że można się minąć z psem bez awantury. Było też dużo chodzenia za obcymi psami, obok obcych psów, przed psami. I jest lepiej. Dużo lepiej.

To znaczy, wiecie, nie jest jeszcze idealnie, ale Nuk na początku wyrywała do każdego psa, nawet po drugiej stronie szerokiej ulicy, a teraz idąc z nią spokojnie minę się na chodniku z dużym i pewnym siebie psem. Gdy wyprowadza ją na spacer ktoś inny jeszcze bywa różnie. Gdy mijamy rozszczekanego, doskakującego do nas yorka - Nuk nie popuści. Można powiedzieć, że yorczek sam się prosił, albo że za dużo wymagam od mojego psa, że każdemu by nerwy puściły, gdyby ktoś mu ujadał nad uchem.

Ale ja dążę do tego, żeby była opanowana nawet w takiej trudnej sytuacji. I w końcu w zeszłym tygodniu nastąpił przełom. Minęłyśmy spokojnie dwa małe, szczekające, obce psy na chodniku. Minęliśmy, po czym Nuk zatrzymała się, spojrzała na mnie i oblizała. Smaczek, poproszę. Było to przełomowe, bardzo czytelne zakomunikowanie, że wie, że zrobiła dobrze, że wie, że tego od niej chciałam, więc smaczek powinien być wydany. I został wydany.

Minął tydzień, w trakcie którego mijaliśmy się z malutkimi psami, które szczekały na Nuk. Nie robiłam nic, poza delikatnym łukiem, odgrodzeniem psa swoją osobą od szczekacza i trzymaniem Nuk w pozycji blisko (czyli nie przy nodze, ale równolegle ze mną). Czasem dla pewności mówiłam tylko "nie wolno". 

Jeszcze nie czas na odetchnięcie z ulgą. Jeszcze nie koniec przygody. Jak utrwalimy to ignorowanie szczekających psów, zacznę naukę ładnego witania się z małymi psami. Możliwe, że mój pies zawsze będzie chciał zapolować na yorka, ale może innym rasom odpuści. Jest to trudne zadanie, bo Nuk nie ma dobrych doświadczeń z małymi psami. Raczej takie, że szczekają, a jak się je spróbuje uciszyć, to piszczą jak wściekłe. No i trzy ugryzienia na koncie - york, jack russel i pinczerek. Za to Nuk złapała kiedyś za kark podbiegającego szczekającego shitzu. Bez rozlewu krwi na szczęści to wszystko.

Resume:

Mojemu psu nie pomogły klasyczne metody pozytywnego wzmacniania, stosowane w terapii agresji smyczowej, co nie oznacza, że nie pomogą Waszym psom.  Mój pies ma fiksację na punkcie innych psów i silny instynkt łowczy, który nie pomaga w przypadku odwracania agresji smyczowej. Mój pies jest lękliwy, boi się większych od siebie psów, ale przy małych pokazuje swoją wyższość. Taka cecha także nie pomaga. W niczym. Lecz mój pies jest bardzo bystry, a także świetnie się komunikuje ze mną i z psami. Problem polega także na tym, że niektóre psy słabo czytają te komunikaty. Myślę, że ostatecznie to właśnie komunikacja i nasza relacja były kluczem do sukcesu. Oraz uspokojenie pobudzenia poprzez ciągłe powtarzanie mijania się z psami bez robienia czegokolwiek specjalnego. Psom nadpobudliwym i reaktywnym potrzebny jest spokój i wyciszenie emocji. Nie szczebiotanie, odwracanie uwagi i pakowanie tony smaczków, ponieważ to jeszcze bardziej je pobudza. 

czwartek, 11 lutego 2021

Popęd łowczy - co na to Cesar Millan?


Popęd łowczy - zew natury

Instynkt łowiecki, zwany też popędem polowania lub łowczym, to naturalna cecha drapieżnika. Psy, podobnie jak wilki, są drapieżnikami i w naturalnym środowisku zdobywałyby pożywienie polując. Współcześnie psy domowe, często w pełni zależne od ludzi, nie muszą polować, ale w wielu z nich istnieje silna potrzeba zachowań łowczych związana z instynktem. Popęd łowczy tym właśnie jest -  potrzebą polowania i wykonywania wszystkich czynności związanych z zaspokojeniem tej potrzeby. Jest to dla psa naturalna cecha.

Psy posiadają wiele popędów, wśród których możemy wyróżnić te dające nagrodę (seksualny, łowczy, stada) oraz te pozwalające przeżyć i uniknąć negatywnych zdarzeń (popęd obrony -walki lub ucieczki).

Zachowania związane z popędami dającymi nagrodę mają wydźwięk pozytywny i wiążą się z uwolnieniem w mózgu psa endorfin, dlatego są (uwaga, modne słowo) samonagradzające. Stąd tak trudno się ich psu wyrzec. Jeśli chcemy nagrodzić psa za niepogonienie dzika, to pomyślmy, co też może być większą nagrodą niż pogoń?

Każdy pies posiada wszystkie te popędy, ale w różnym nasileniu. Jest więc skomplikowanym zwierzęciem o zróżnicowanych potrzebach związanych z popędami. 

Wiele ras psów wyhodowano pod kątem użytkowym wzmacniając lub osłabiając poszczególne zachowania związane z popędami. U jednych wzmacniano popęd łowczy w określonych zachowaniach łowczych czyli w tzw. łańcuchu łowieckim (tropienie-wpatrywanie-pogoń-podkradanie-chwytanie-rozszarpanie), a u niektórych wzmacniano popęd stada (relacje z psami i ludźmi, chęć bycia blisko z psami i ludźmi).

U kundli jednak nikt niczego nie wzmacniał ani nie wytłumiał, dlatego w zależności od tego czy trafi nam się mieszaniec powstały z różnych ras, czy też prawdziwy kundel, nie wywodzący się od żadnej rasy, możemy spotkać psa o bardzo silnym popędzie łowczym.

Trafić na taką cechę psa, zwłaszcza w  połączeniu z lękiem i z dużą nadreaktywnością, to jak trafić najgorszy los w psiej loterii - najkrótsza zapałka. Jeśli chcesz pieska do trenowania sportów albo chcesz by był ułożony i posłuszny, to niniejszym ogłaszam, musisz pogodzić się z tym, że to się do końca nie uda. Tak myślałam. I tak to opisywałam wcześniej. Jednak po wielu miesiącach życia z psem z silnym popędem łowczym, szkolenia takiego psa, budowania relacji i komunikacji, muszę powiedzieć, że się myliłam. 

Nuk jest oczywiście trudnym psem, musiałam się napracować, i nadal nie wszystko robi, jak chcę, ale jest jednocześnie jednym z najbardziej inteligentnych psów, jakie znam. Jest najbardziej czujnym psem, jakiego znam. Jest jednym z najszybszych psów, jakie znam. Nie zawsze umie kontrolować swoje emocje, ale baardzo się stara. Budowanie relacji z takim psem to jak komunikacja z powiedzmy dwuletnim dzieckiem, które nie umie jeszcze mówić, ale wiele rozumie i wiele potrafi przekazać gestem.

Taki pies wiele rozumie, szybko się uczy, dobrze się komunikuje, a przede wszystkim dużo uczy nas, opiekunów. Można powiedzieć, że gdy masz takiego psa i go opanujesz, to każdy następny to już będzie pikuś.

Ma jednak wrażenie, że to czasem trudno ludziom zrozumieć i zaakceptować. Za mało jest treści na temat popędów w ogóle, a łowczego w szczególności. W telewizji, Internecie, w książkach zazwyczaj stykamy się z psami wyidealizowanymi, bez tego popędu, bez problemów. Dlatego ważne, by o tym pisać, mówić, dyskutować. By lepiej zrozumieć, dlaczego pies, którego mamy nie jest taki jak Lessi czy Szarik.

Cesar Millan na ratunek odc. 3

Ostatnio widziałam odcinek z Millanem o psie Stelli, przepięknym wyżle weimarskim, który atakował inne psy i ludzi w konsekwencji zachowań łowczych. Cały odcinek poświęcono na jednego psa. Fragment można zobaczyć tu. 

Wiecie, zazwyczaj wygląda to tak, że przychodzi Millan, mówi: tssyt, i piesek jest naprawiony. Mówi właścicielowi, że trzeba być asertywnym i życie rodziny z psem zostaje uratowane. Tym razem było inaczej. 

Pies od razu skradał się do innego psa, gdy tylko go zobaczył, po czym atakował szybko i sprawnie. Agresja smyczową w pełnej krasie, ale raz pies zerwał się ze smyczy i pogryzł innego psa oraz jego właścicielkę. Zachowanie łowcze, agresja łowcza, niektórzy powiedzą, że pies odreagowuje w ten sposób stres lub daje upust swoim emocjom. Wszystko prawda, ale co w takiej sytuacji zrobić? Nie wystarczy tssyt.

Suczka oczywiście "świetnie" zareagowała na Millana, to znaczy strachem i uległością, i faktycznie zaprzestała zachowań, które ten korygował. Ale... Chociaż przy Millanie zachowywała się dobrze, nie rzucała się na pieska, którego ten trzymał na rękach, to na inną osobę i psa się rzuciła. Właściciele nie mieli ćwiartki charyzmy Millana oraz ani procenta wyczucia w tym, co robią. Nauczyli się mijać z psem inne duże psy, ale nie pokazano, jak w ich obecności pies reaguje na te małe, w dodatku na rękach. Ani co się stanie, gdyby ktoś chciał wziąć psa na ręce albo chciał uciec z psem. Moim zdaniem, w oczach i postawie psa widoczne było, że pies się wcale nie zmienił. Po prostu zaczął reagować a) na inną osobę, która radzi sobie z psami, b) na właściciel, którzy nauczyli się jak go opanować. 

Z punktu widzenia laika, którym dzięki mojemu psu już nie jestem, Cesar Millan "naprawił" psa i pomógł ludziom. To znaczy nauczył ich korekt, mijali się z innymi pieskami. Jednak dla kogoś, kto ma psa o podobnych zachowaniach, jest oczywiste, że to tylko pozorna zmiana.

Pamiętajmy, że ten program trwa kilkadziesiąt minut, i widzimy w nim pracę z psem po pełnej obróbce filmowej, po wycięciu wielu fragmentów. Wielu rzeczy nie nagrano, wielu nie pokazano. Zasugerowano jednak, że poradzono sobie z problemem tego psa (i jego ludzi). Moim zdaniem, niestety nie. Taki pies idąc na spacer z kimś innym, rzuci się na na małego pieska. Lub może nawet na wystraszonego człowieka. 

Uważam jednak, że ten odcinek byłby idealny do zademonstrowania, czym naprawdę jest popęd łowczy, polowanie i agresja łowcza jako silna potrzeba zrealizowania zachowania rozładowującego emocje. Trzeba było tylko na koniec wspomnieć, że wcale nie naprawiliśmy pieska, tylko nauczyliśmy ludzi jako tako go kontrolować.

I teraz najważniejsze pytania: czy w ogóle można zmienić zachowanie takiego psa? Tak, jest to trudne, co widać w tym odcinku, ale tak. OK, ale czy można osłabić silny instynkt i sprawić, by w żadnej sytuacji pies nie zachowywał się "łowczo"? Nie. Na tego pieska trzeba uważać. Na mojego również. Takie psy powinny być odpowiednio prowadzone od szczeniaka, ale i to nie będzie moim zdaniem gwarancją pełnego sukcesu. 

Jak my sobie radzimy z popędem łowczym?

1. Zaspokajając potrzeby - zabawy węchowe, tropienie, zostawianie śladu.

2. Piłka w terenie - zabawka, którą mamy w lesie i którą Nuk raz na jakiś czas znajduje, bawimy się chwilę i zakopuje z powrotem w inne miejsce.

3. Komenda "puść" (rezygnacja) - na przykład puszczanie szarpaka z owczej wełny na komendę.

4. Komenda "łap" - gonienie łupu na komendę, a wcześniej mogę jej machać przed nosem i nie rusza.

5. Pogodziłam się, że muszę wyrobić refleks- swój. Gdy tylko widzę, że pies intensywniej zawęszy, zapinam na smycz.

6. Pogodziłam się z porażkami. No wyrwała mi ostatnio za sarną, pierwszy raz miałam taki przypadek, sarna zaskoczyła mnie kompletnie, prawie pod blokiem. Cóż, niefajnie się stało, ale poczekałam na psa, wrócił, zapięłam na smycz, koniec. Normalnie przeżywałabym to miesiąc.

Efekty? Nuk nie goni dzików. Nie goni samochodów, rowerów, hulajnóg, rolek, biegaczy, gołębi. A wcześniej goniła to wszystko. Zanikła agresja smyczowa.

Czego nie mamy opanowanego? No, sarny, ech. Małe psy są wciąż zdobyczą. Wiewiórki budzą nadal entuzjazm, nie wiem, czy coś się da z tym zrobić. Niektóre koty nadal chce pogonić (ale muszą uciekać).

Resume

Pieski są śliczne i milusie, a w reklamach występują przekrzywiając piękne pyszczki i rozumiejąc ludzki język. Pamiętajmy jednak, że pies jest drapieżnikiem, a my chcielibyśmy zrobić z niego posłusznego, potulnego pluszaczka. Pies z silnym instynktem łowczym jest najbardziej zbliżony do swej dzikiej natury drapieżcy. Czasem trzeba sobie uświadomić taką oczywistość, pogodzić się z nią, westchnąć i iść dalej, doceniając inteligencję i charakter naszego psa. I tak kontrolować psa i środowisko, by nikomu nic złego się nie stało.



czwartek, 14 stycznia 2021

Obroża LED - modny gadżet czy przydatne akcesorium?

To nie jest recenzja pisana na zamówienie ani test dla Top For Dog. Nie będzie więc wysublimowanych, pięknych zdjęć z pieskiem w aureoli światełek ani takich, co trzymają łapkami tęczę siedmiu kolorowych obroży. Po prostu mam taką obrożę, kupiłam ją z myślą o jesiennych i zimowych spacerach i wykorzystuję ten patent od trzech lat.

Obroża LED firmy AniOne Wild Variety widoczna na zdjęciu jest wykonana z silikonu, dzięki czemu jest wodoodporna i niebrudząca. Dostępne kolory: zielony, żółty, czerwony i pomarańczowy. Wyposażona jest w ładowarkę USB. Widoczność w ciemności wg producenta to 300 m, długość działania w trybie świecenia ciągłego 2 h, w trybie migającym ok. 5 h.  Moim zdaniem wytrzymuje trochę dłużej, gdy jest nowa, nawet do 3 h w pracy ciągłej. Migających trybów nie używam, bo mnie irytują. Obroża występuje w różnych rozmiarach, a jeśli mimo to nie pasuje, to można ją dociąć i dopasować do szyi psa. Obroża jest rozpinana, więc można ją dociąć tak, by pasowała idealnie. My przez długi czas mieliśmy trochę za dużą i zakładaliśmy przez głowę bez rozpinania.

Pierwszą obrożę LED firmy AniOne zakupiłam trzy lata temu i wytrzymała do dziś, choć jest wykonana z dziwnego materiału, który się nieco brudził. Jest różowa, świeci na czerwono, a mój pies wygląda w niej jak szalejące po krzakach półdiable. Obroża się trochę zużyła, niemniej wciąż działa, trzeba ją tylko częściej ładować i nie wystarcza na dwie godziny spaceru, tylko na jakąś godzinę. Ponieważ z Nuk spacerujemy grubo ponad godzinę, musiałam zakupić nową obrożę LED. Tym razem kupiłam zieloną.

Często spotykam się na spacerach z ciekawymi reakcjami ludzi (zwłaszcza dzieci) na świecąca obrożę. Dzieciaki od razu ją zauważają i od razu pytają "a po co temu piesku taka świecąca obroża?" Dorośli zazwyczaj odpowiadają" "żeby go było dobrze widzieć", choć zdarza się, że mówią "żeby piesek ładnie wyglądał". Spotkałam się też z dorosłym człowiekiem, który zapytał mnie całkiem serio "a po co psu ta obroża, skoro idzie na smyczy?"  Wielu moich znajomych zakłada takie obroże ze względu na ich ładne świecenie, a noszą je głównie malutkie pieski na spacerach smyczowych. I chwała ich właścicielom za to. Ale nie tylko o wyraz artystyczny tu chodzi.

Taka obroża jest potrzebna wszystkim psom. To nie jest gadżecik dla właścicieli, którzy znajdują przyjemność w kupowaniu dla psów wszystkiego, co śliczne i migocze. To jest bardzo przydatna rzecz, zwłaszcza dla tych, którzy tułają się po łąkach wieczorową porą w środku sezonu jesień-zima. 

Po co nam właściwie taka obroża? Czy faktycznie jest to niezbędna rzecz w szafce z psimi akcesoriami? Dlaczego warto zakupić taką obrożę dla psa? 

Psy w terenie

Podstawową funkcją obroży LED jest świecenie. Obroża ma za zadanie być widoczna w ciemności ze stosunkowo dużej odległości, aby umożliwić namierzenie psa w terenie. Czemu to ważne?  Bo można namierzyć psa w ciemności z pewnej odległości. Dlatego że nawet najposłuszniejszy, najmądrzejszy pies może mieć przykrą przygodę w krzakach. Moja Nuk nadepnęła kiedyś na cierń. Jest to piesek, który rzadko w takich sytuacjach wyda z siebie dźwięk, raczej zatrzyma się, uniesie nogę i będzie cierpieć. Jeśli jest blisko nie, to problemu nie ma, ale zdarzyło jej się nadepnąć na cierń w chaszczach, późnym popołudniem, gdy było już totalnie ciemno. Nie reagowała na przywołanie, bo nie mogła chodzić. Gdyby nie obroża, nie wiedziałabym, co się z psem dzieje. Dzięki obroży mogłam zauważyć, że coś jest nie tak (pies się nie rusza) oraz namierzyć psa.  

Oczywiście z bliska widać całego psa



Kontrola psa w terenie

Oczywiście są psy, które bez smyczy drepcą ładnie przy człowieku i nie mają potrzeby ganiać po krzakach. Mój do nich nie należy. Dla psów, które od czasu do czasu potrzebują przypomnienia, żeby się zanadto nie oddalały, taka obroża jest idealna. Dzięki niej widzę, że piesek nie gania mi po horyzoncie i wiem, kiedy go przywołać, gdy go wezwie zew krwi. To ważne dla szybkich psów z silnym instynktem łowczym. Moment nieuwagi i pies pogna za tropem. A żeby zadziałało odwołanie, pies musi nie być jeszcze zbyt pobudzony, no i musi nie być za daleko, żeby nas słyszeć.

Ale czy ktoś widzi psa pod tym drzewem?


Psy na smyczy

No własnie, po co taka obroża psu na smyczy? Przecież przechodząc przez ulicę uważamy na psa, a gdy idziemy chodnikiem teoretycznie nic w nas nie wjedzie. Teoretycznie. W praktyce chodnikami jeżdżą rowerzyści, a ostatnio znacznie gorsze, bo ciche jak cholera, hulajnogi elektryczne. Osoba jadąca za nami w ciemności często nie widzi czarnego albo małego psa na smyczy, a my nie widzimy jej. Oczywiście można powiedzieć, że przecież nie wolno jeździć po chodnikach i wypadek będzie winą jadącego, ale... o wiele lepiej "oświetlić" psa i nie mieć wypadku. Podobnie z przechodzeniem na pasach. Ze światełkiem jesteśmy bardziej widoczni dla kierowców, a to zawsze zwiększa bezpieczeństwo. Wiem, wiem, to kierowca ma zachować ostrożność, a pieszy nie pchać się pod koła. Ale jestem kierowcą i wiem, jaki dyskomfort czuję, gdy podjeżdżam wieczorem do słabo oświetlonego przejścia wytężając wzrok, czy aby ktoś tam mi nie wskoczy na jezdnię w czarnej kurtce. Czasami po prostu nic nie widać, stoją samochody, rosną krzaki, a kierowcy nie są maszynami i czasami tracą koncentrację przy pięćdziesiątym przejściu dla pieszych. Taki oświetlony pies dodaje widoczności sobie i właścicielowi.

Czarny pies

Kiedyś mieliśmy awarię świateł na dzielni. Powiem wam, że ja nie widziałam Nuk, gdy stała metr obok. Po prostu w ciemności czarnych psów nie widać. Czasem chodzimy wieczorami na smyczy po ciemnych miejscach. W takich przypadkach też wolę widzieć, gdzie dokładnie jest pies i czy aby mi się nie zatrzymał pod nogami.

No cóż, tu nie było jeszcze tak ciemno...

Mały pies

Mały pies w ciemności też jest niewidoczny. Ile ja razy szłam z Nuk wąskim chodnikiem zastanawiając się, czy pani z naprzeciwka, która dziwnie się zatrzymuje ma psa czy torebkę. Czy pan w kapturze nie ciągnie aby za sobą yorka, który zacznie wyrywać do Nuk (a Nuk do niego)? Wielkie dzięki właścicielom małych psów, którzy stosują światełka. Wasz pies jest bezpieczniejszy, a i właściciele trudnych psów go widzą z daleka, więc mogą Was ominąć bez kolizji i niepotrzebnych nerwów.



Śnieg trochę poprawia widoczność czarnego psa po zmroku






wtorek, 8 grudnia 2020

Podbiegacze - analiza zjawiska



Słownik użytych terminów:

Pies podbiegacz - pies puszczony luzem, bez kontroli właściciela, podbiegający w sobie tylko znanym celu do losowego Burka na smyczy.

Właściciel psa podbiegacza - osoba, która puszcza psa luzem i traci z nim kontakt wzrokowy (i każdy inny), oraz której często nie udaje się namierzyć.

Burek - losowy pies na smyczy, który może być: lękliwy, agresywny, chory albo może z nim być wszystko w porządku.

Podbiegacze - analiza zjawiska

Odkąd zaczęłam czytywać psie blogi, szczególne zainteresowanie budzi we mnie wszechobecna niechęć do tzw. podbiegaczy. Na każdym blogu właściciele pomstują na psiaki podbiegające do ich (spokojnych, szkolonych, zrównoważonych, zazwyczaj dobrze się zachowujących) psów. Te inne psy to zazwyczaj nieogarnięte i niewychowane kundle, burki, fafiki, szczekające niewiadomoco, jazgoczące suki itepe, itede. A poza tym ich pies osobisty nie lubi innych psów, nie życzy sobie się witać, a jeszcze poza tym są zajęci treningiem, a to świętość. No i „nie miej pretensji, gdy mój zareaguje agresywnie na podbiegacza”. No, tu akurat racja, mógł nie podbiegać. 

Moim zdaniem sytuacja wygląda nieco inaczej. Podbiegające psy najczęściej (najczęściej, co nie znaczy zawsze) nie mają złych zamiarów, a za to pies na smyczy ma jakiś problem z lękiem lub agresją. Lecz uwaga, dlatego właśnie jest na smyczy. I właśnie dlatego nie należy do niego podbiegać.

Podbiegacze - rozszerzenie definicji - to nieagresywne lub agresywne psy, często o słabej komunikacji z innymi psami, które za cholerę nie słuchają właściciela w kwestii podbiegania lub które właściciel ma w dupce. Podbiegacze nieagresywne dzielimy na: szczekające i witające się. Podbiegacze agresywne dzielimy na: chcące psa odstraszyć oraz chcące zeżreć psa naprawdę.

Z mojego punktu widzenia, czyli przypadki, które zdarzają się na co dzień

1. Podbiegacze nieagresywne, witające się. Najmniejsze zło, ale jednak zło. Dlaczego? Ponieważ nie każdy pies, do którego podbiegną będzie chciał wchodzić w interakcję. Niektóre psy się boją, niektóre mogą być chore, jeszcze mogą podbiegaczowi dać do zrozumienia, żeby się szybko oddalił. Ja mam psa, który usadzi podbiegacza warknięciem i szybkim komunikatem "s........j", a jeśli to nie pomoże to dołoży przygniecenie psiaka do ziemi. Niby wszystko w granicach komunikacji psów, ale często potem właściciel podbiegacza ma pretensję do mnie (sic), że mam agresywnego psa. Nerwówka na spacerze, który miał być relaksem - bezcenne. Typowa "lose-lose situation".

2. Podbiegacze nieagresywne, ale szczekające. No te to już żebrzą o krzywdę. Biegną za psem, szczekają, nie wiadomo czy nie użrą w djupsko, pies się denerwuje, człowiek się denerwuje. Nie dziwię się, że ludziom puszczają nerwy i psikają psu gazem po pysku, ale czasem starają się go odkopnąć. Taki pies zazwyczaj nie ma zamiaru ugryźć, ale choć ja o tym wiem i mój pies o tym wie, to gros ludzi i psów nie wie, więc może się przestraszyć. Sytuacja jest nieciekawa, gdy taki pies to np. owczarek niemiecki lub inny duży pies, a ty źle ocenisz sytuację, pomyślisz, że pies raczej nie ugryzie, i próbujesz go odpędzić. A jeśli okaże się, że to pies z punktu 3, to może przejść do ataku w obronie.

3. Podbiegacze chcące nas agresywnie odstraszyć. To zwykle psy z pootwieranych na oścież posesji, które wybiegają z podwórka i szczekając biegną w naszą stronę. Nie chcą niby nas zaatakować, ale wygląda jakby chciały. To się zdarza dość często, przynajmniej nam; na szczęście ani ja, ani mój pies nie dostajemy wtedy zawału, tylko się oddalamy zgodnie z komunikatem, który nam przekazuje tamten pies. Niemniej wygląda to dość spektakularnie i nigdy nie wiadomo, czy nie skończy się pogryzieniem. Nie da się do końca przewidzieć zachowania psa.  

4. Podbiegacze agresywne, chcące zeżreć twojego psa. Takie sytuacje szczęśliwie zdarzają się rzadko, ale zdarzyło mi się. Kończą się atakiem i pogryzieniem psa lub człowieka, ponieważ trudno temu zapobiec. Agresywny pies w ferworze walki, gdy już ugryzł psa i trzyma za kark, tak łatwo nie puści. Niestety w tym momencie lepiej mieć przy sobie gaz, zwłaszcza gdy pies jest duży, ponieważ nasza postawa ani słowa nie mają już znaczenia. Bardzo trudno uniknąć ataku i trudno obronić przed nim psa. Czasem trudno się nawet zorientować, że nastąpi atak, ponieważ pies mający złe zamiary rzadko szczeka lub warczy. Po prostu stoi naprężony lub podchodzi "na sztywno", a atakuje szybko i znienacka. W moim przypadku pies wystartował do ataku zanim go zauważyłam. Zdążyłam tylko spuścić Nuk, która zrobiła parę kółek, zmęczyła psa i schowała się za mną. Pies mnie nie zaatakował -  był to podobno nieagresywny do ludzi (ale agresywny do psów) amstaff, którego udało mi się powstrzymać i złapać. No i wiecie, mieliśmy szczęście, bo  Nuk jest prędkością, wątpię czy jakiś pies ją dogoni oprócz charta. 

Oczywiście najlepiej by było, gdyby wszyscy pilnowali własnych psów, ale wiemy, jak jest. Dla nas oraz naszych psów najważniejsze jest odróżnić podbiegacze agresywne od nieagresywnych, zwłaszcza punkt 2 od punktu 3, żeby wiedzieć, jak się zachować. Obie te kategorie lepiej zignorować, ale każdy w nieco inny sposób. W jaki? Naprawdę nie polecam uciekania przed takimi psami. 

Co należy zrobić, gdy podbiegnie do nas pies, którego nie znamy?

Jeśli pies podbiega merdając ogonem na boki, to zostawić sytuację do dalszego rozwoju, lecz jeśli podbiega pies szczekający, to trzeba szybko ocenić, czy pies jest tylko szczekający czy może odstraszający.

Psy nieagresywne, ale szczekające i odprowadzające was w asyście najlepiej zignorować i iść dalej. One zazwyczaj nie podejdą na tyle blisko, by wejść w interakcje. Jeśli wasz pies umie im odwarknąć, to dadzą spokój. Jeśli nie umie, to musicie powoli się oddalić bez pośpiechu. Po czym rozpoznać te psy? Szczekają szybko, dużo, nerwowo, wysokim tonem, drepcą naokoło, nie podchodzą za blisko. Wygląda jakby raczej starały się zwrócić czyjąś uwagę niż naprawdę zaatakować. 

Lecz pies agresywnie broniący terenu może zaatakować, gdy się za szybko odwrócicie i spróbujecie odejść. Lepiej na chwilę się zatrzymać, stanąć bokiem, uspokoić swojego psa. Jeśli macie smaczki, to można rozsypać je na ziemi, a nuż to zastanowi tamtego psa. Odejść powoli, nie robiąc gwałtownych gestów. Jak odróżnić takiego psa od nieagresywnego szczekacza? Biegnie wprost na was z niskim szczekaniem lub nie szczeka, a dopiero gdy podbiegnie, zaczyna warczeć lub głęboko szczekać. Głowa nisko, sierść zjeżona, nie skacze naokoło, raczej obniża pozycję ciała. 

Kłopoty zaczynają się gdy podbiega do nas pies z usztywnioną postawą, wysoko zadartym ogonem, zjeżoną sierścią, który nie szczeka. W takiej sytuacji trzeba spróbować się od niego odgrodzić (torbą plecakiem, ławką, barierą architektoniczną) oraz w miarę możliwości schować własnego psa za siebie. Nie zaszkodzić powiedzieć coś spokojnie do psa miłym głosem, rozsypać smaczki.  Jeśli obcy pies chce konfrontacji z waszym psem, to może zrezygnować, gdy go usuniecie z pola widzenia. Poza tym, być może odpuści konfrontację z człowiekiem. Jednak jest to sytuacja bardzo niebezpieczna i nigdy nie wiadomo, jak się skończy. Wiem, trzeba mieć nerwy ze stali, ale takie zachowanie czasem skutkuje.

Czego nie należy robić? 

Nie należy odciągać własnego Burka na smyczy - takie zachowanie powoduje, że obcy pies może się na niego rzucić szybciej niż planował lub nawet jeśli nie planował. 

Nie polecam brania swojego Burka na ręce - pies wielkości owczarka i tak go dosięgnie, a przy tym może przewrócić człowieka. Takie zachowanie prowokuje do ataku, poza tym psy są szybkie, możesz nie zdążyć podnieść psa, a tylko sprowokować drugiego.

Nie można uciekać - ucieczka prowokuje drapieżniki do pogoni, a i tak nie uciekniesz przed psem.

Nie należy wchodzić w konfrontację - mam tu na myśli chaotyczne krzyczenie lub rzucanie czymś w psa, kopanie, odganianie, wzięcie gałęzi itp. Jeśli podbiegł duży nawet nieagresywny pies, to takie zachowanie może go sprowokować do ataku. Słyszy się często, jak zwłaszcza mężczyźni odgrażają się, że jakby to oni wzięli kija i przywalili psu, albo kopa zasadzili, to by nie wstał. No więc, sprowokowanie psa do ataku kończy się atakiem, a pies jest szybszy i bardziej odporny na ból niż się wydaje. Odkopnięcie amstaffa czy staffika nie zrobi na nim wrażenia, a spowoduje, że może przy następnej próbie kopnięcia spróbuje złapać za nogę. 

Najlepiej na takie okazje... 

...mieć ze sobą gaz pieprzowy.

Kamyk do mojego ogródka.

Nie wszystkie psy mają ignorowanie innych w defaultcie. Mam psa, który, gdyby miał okazję, byłby podbiegaczem agresywno-odstraszającym w stosunku do małych psów. Dlatego staram się najlepiej jak mogę kontrolować środowisko oraz psa, gdy jest spuszczony, a gdy nie mogę kontrolować psa lub środowiska, pies jest na smyczy. Jest to zachowanie Nuk, z którym walczę z pewnymi sukcesami, ale wciąż nie mam pewności 100%, że ominie małego psa. Zdaję sobie sprawę, jak trudno oduczyć takiego zachowania, ale trzeba to kontrolować. Za diabła nie rozumiem ludzi, którzy regularnie pozwalają swoim psom tak podbiegać. Ostatnio zdarzyło mi się przez moją nieuwagę, że mój pies złapał za tyłek psa sąsiadki (dla jasności - złapał, to znaczy złapał, nie ugryzł). Wiadomo, zły, agresywny kundel złapał za futerko yoreczka. Nie chcę się tłumaczyć, bo naprawdę nie zauważyłam psiaka i to była moja wina. Ale gdyby to był inny pies, to Nuk by nie podbiegła. Dlaczego? Ponieważ ten york już wiele razy podbiegał bez smyczy do mojego psa, prowokował go, oszczekiwał i działał na nerwy. A ja kazałam Nuk ignorować, więc ignorowała. Ale gdy nadarzyła się okazja, dała mu nauczkę. Psy mają dobrą pamięć. Nie pozwalajcie waszym psom oszczekiwać innych tylko dlatego, że ważą 3 kg i są taaakie słooodkie jak szczekają. Drugi pies ma pod ogonem całą tę ich słodkość. I jego właściciel, czyli na przykład ja, też ma tę słodkość w analogicznym miejscu. 



wtorek, 27 października 2020

Dzień kundelka czyli kundel jako super rasa



Przedwczoraj (25.10) był dzień kundelka. Z tej okazji w telewizji, Internecie i prasie pojawiały się różne informacje na temat kundelków, ludzie przysyłali zdjęcia, ogólnie sama słodycz i tęcze.

Jak wiadomo, przy takich okazjach celebryci posiadający kundelki ze schronisk przychodzą z nimi do telewizji, żeby pokazać, jakie są słitaśne i zachęcić do adopcji. Ogólny przekaz jest taki, że kundelki są "lepsze" niż rasowe, kochają jakby bardziej i są wdzięczne za to, że je uratowaliśmy.

Prawda jest jednak taka, że kundelki nie kochają bardziej niż rasowe (ani mniej), nie są lepsze (ani gorsze) oraz na pewno nie są wdzięczne za uratowanie, ponieważ, jak każde inne psy, nie postrzegają w ten sposób związków przyczynowo-skutkowych.

Dlatego uznałam, że warto podjąć temat, który moim zdaniem jest ważny w tym kontekście. Otóż kundelki są oczywiście kochane, słodkie i mądre, ale bywa, że są trudniejszymi psami niż psy rasowe, dlatego być może nie każdy powinien od razu rzucać się na adoptowanie kundla po przejściach ze schroniska. Czy są gorsze? Czy są lepsze? Oczywiście, że nie. 

Kilka faktów o kundlach.

(Uwaga, będzie trochę naukowego bełkotu, ale nie pomijajcie)

Jak udowodnił prof. Bogdanowicz badając pulę genetyczną populacji kundli, kundle obecnie występujące w Europie pochodzą z tak zwanej drugiej migracji psów z Azji. Ich genotyp jest zupełnie odmienny niż genotyp wszystkich ras, a zbliżony bardziej do wilków. Wniosek - to psy rasowe pochodzą od kundli, a nie kundle są mieszanką rozmaitych ras. Jest to dobrze widoczne w fenotypie kundli - konkretne wspólne cechy wyglądu kundli, takie jak stosunkowo długi pysk, krótkie uszy, długie, mocne zęby, jak również szybkość, zwinność oraz budowa ciała umożliwiająca większą wydolność organizmu, mają za zadanie umożliwić psu przeżycie na wolności, bez opieki człowieka. Wśród kundli nie ma zatem psów bardzo dużych albo bardzo malutkich (a jeśli się trafia, to jest to mieszaniec dużych lub małych ras), ze zbyt krótką kufą albo z za długimi uszami. Mają zazwyczaj lepszy węch, wzrok, większą odporność, a także często są bardziej inteligentne niż psy rasowe. (Przy czym o inteligencji nie świadczy tutaj ilość znanych sztuczek, ale umiejętność przetrwania w środowisku ludzi, np. rosyjskie kundle jeżdżące metrem nie znają raczej sztuczki "turlaj się", a trudno im odmówić inteligencji). Bogdanowicz nazywa kundle super rasą właśnie ze względu na te wszystkie cechy. Kto chce, może sobie poczytać o tych badaniach tutaj.

Kiedyś w pewnej dyskusji, gdy powiedziałam, że moim zdaniem kundle podlegają selekcji naturalnej, zostałam zakrzyczana, że wcale nie, ponieważ dobór naturalny charakteryzuje się określonymi zachowaniami godowymi dzikich zwierząt, tylko najsilniejszy samiec ma dostęp do samic itp., a kundle to po prostu każdy z każdym. Tak nie jest. Dobór naturalny występował u tych psów na przestrzeni tysięcy lat, a jedynym kryterium rzeczywiście nie była wielkość czy siła, ale być może spryt lub właśnie inteligencja. Przypomnę, że "rasy" to stosunkowo świeża sprawa. Historia ras pierwotnych sięga wprawdzie 1000 - 2000 lat (akita, chow-chow, basenji, pies faraona), niemniej większość współcześnie znanych ras ma zaledwie kilkusetletnią historię. Kundle są genetycznie dużo starsze od jednych i drugich.

Pierwsza migracja udomowionych psów po oddzieleniu się gatunkowym od wilków nastąpiła prawdopodobnie około 15 tys. lat temu. Psy przywędrowały z Azji południowo-wchodniej na Daleki Wschód. Druga migracja miała miejsce 10 tys. lat temu z Dalekiego Wschodu do Europy (tu można poczytać o migracjach) lub z Azji do Europy, jak twierdzi Bogdanowicz na podstawie swoich badań genetycznych. Działo się to więc bardzo dawno temu. Okazuje się, że można stwierdzić na podstawie analizy genów pochodzących z wykopalisk, że współczesne kundle to właśnie potomkowie psów z drugiej migracji. Dalsze migracje do Afryki i na północ Azji oraz zainteresowanie ludzi na tamtych obszarach użytkowością psów spowodowało ukształtowanie częściowo przez ludzi, a częściowo przez środowisko, cech typowych dla psów pierwotnych z danych regionów, jak pies faraona w Afryce lub syberian hysky czy malamut na Syberii i w Kanadzie. 

A reszta kundli - została kundlami, dalej z różnorodną pulą genów, dzięki czemu radziły sobie świetnie żyjąc na wolności, choć obok ludzi. Uwarunkowania środowiskowe kształtowały ich fenotyp, stąd różnorodność umaszczenia i wielkości. 

Typowy kundel wiejski: klapnięte uszy, długa kufa, krótkie nogi. Nikt się nie zachwyci.

Ze swoich obserwacji dodam jeszcze, że prawdziwe kundle (nie mieszańce) charakteryzują się zazwyczaj silniejszym instynktem łowczym niż psy rasowe, z wyłączeniem ras myśliwskich oczywiście, a także zbieractwem rozmaitego jedzenia, nie wynikającym z łakomstwa. Obie te cechy dziedziczą zapewne po swoich przodkach, którzy musieli przetrwać różne trudne sytuacji życiowe. 

Skoro to taka super rasa, to czemu mówię, że kundle bywają trudniejsze w prowadzeniu niż rasowe? 

Ponieważ nie wiadomo, czego się po nich spodziewać. Przygarniając kundelka nie od razu wiesz, czy to typ kanapowca czy wyczynowca, przy czym ta druga opcja występuje częściej. Trzeba się z tym liczyć. Zazwyczaj kundle trudniej zmęczyć, trudniej zapewnić wystarczającą ilość ruchu jedną aktywnością - rzadko będą w kółko aportować piłkę, potrzebują zmian.

Ponieważ są inteligentne, ale rzadko są nastawione na pracę z człowiekiem, czasami trudniej sobie z nimi poradzić. Podobnie jak rasy pierwotne chadzają swoimi drogami. Umieją sobie poradzić, więc nie czują tak silnego związku z człowiekiem. Same decydują. Np. border collie żyje dla pracy z człowiekiem, wykona sztuczki za smaczki, miłe słowo, zadowolenie człowieka. Kundel się zastanowi, czy mu się to naprawdę opłaca. Kundel może też nie widzieć sensu biegania po kwadracie po raz dziesiąty - trening z nim wygląda więc inaczej.

Ponieważ kundle mają zazwyczaj silniejszy węch, instynkt łowczy i większą dynamikę niż większość psów rasowych, biegają szybciej, oczywiście nie od chartów, ale szybciej niż większość psów rasowych, są też często lepiej skoordynowane. Dla niektórych ludzi to nie jest oczywiście wadą, na przykład dla mnie, ale często przez te cechy trudniej opanować ich charakter. 

Ponieważ mają wyrazisty charakter, są mniej plastyczne do wychowania. Czasem uogólnia się niesłusznie psy rasowe pod kątem zachowania, np, że amstaffy są agresywne, że owczarki są nadpobudliwe, że goldeny są spokojne i nie gryzą, a teriery uparte itp. Nie powinno się tego robić, bo każdy pies jest inny, ale jednak rzadko spotykamy agresywne goldeny czy spokojne owczarki. Z kundlami jest natomiast tak, że każdy jest inny, ale ich zachowanie i charakter są bardziej zależne od wszystkich popędów, nie wytłumianych ani nie wzmacnianych w hodowli. Co oznacza, że są bardziej "psie", żeby nie powiedzieć, bardziej dzikie - w porównaniu do pieczołowicie wyhodowanych ras ze wzmacnianymi konkretnymi cechami. Albo inaczej, mają cechy bardziej umożliwiające im przetrwanie (np. nieufność wobec ludzi) niż użytkowość (np. zapatrzenie w człowieka).

Dlatego jeśli chcemy spokojnego pieseczka dla dziecka, a wcale nie znamy się na psach, nie zamierzamy szkolić, wychowywać ani w ogóle mieć problemów, mamy podejście typu: nie będę ciągle dawać mu jedzenia, ma mnie słuchać bez tego, a także jeśli przywiązujemy wagę do wyglądu psa, to w przypadku adopcji ze schroniska mocno się zastanówmy. Dajmy się wypowiedzieć pracownikom schroniska, którzy znają psy. Poznajmy psa w innych warunkach niż schronisko. Wysłuchajmy o jego historii. A może lepiej kupmy suczkę sheltie.

To, co chciałabym promować, to świadoma adopcja psów ze schronisk. Świadoma, czyli biorąca pod uwagę, że może nam się zdarzyć pies trudniejszy niż w reklamie Chappy. Świadoma, czyli jeśli się trafi trudny pies, to cóż- nie będzie sielanki, ale go nie oddam i spróbuję mu pomóc. 

Bo dla miłośników psów kundle, zwłaszcza te po przejściach, to kopalnia wiedzy o tym gatunku, to rozwinięcie swojej wiedzy, umiejętności szkoleniowych i wychowawczych, to nauka o międzygatunkowej i wewnątrzgatunkowej komunikacji. To budowanie z psem głębokiej relacji, docenienie jego inteligencji, dostrzeganie i docenianie jego przystosowań do życia z człowiekiem. 

Zdobycie zaufania goldena cieszy jak wycieczka po lesie, a zdobycie zaufania lękliwego kundla po przejściach cieszy jak trudna wyprawa w nieznane i bezpieczny powrót do domu.




Agresja łowcza

    Agresja psów ma wiele przyczyn, począwszy od niewłaściwej socjalizacji, złych doświadczeń, przez lęki, obronę terytorium,...

Najchętniej czytane