Pokazywanie postów oznaczonych etykietą życie z psem reaktywnym. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą życie z psem reaktywnym. Pokaż wszystkie posty

środa, 10 marca 2021

Agresja smyczowa - a może lepiej nic nie robić? cz.2


Agresja smyczowa to temat, który cyklicznie powraca na blogu. Powraca temat, bo powraca agresja. Z uwagi na szczególnie trudny przypadek Nuk, miałam okazję zostać specjalistką od terapii tego zachowania. Zastosowałam wszelkie możliwe metody pracy. Konsultowałam z behawiorystami. Byłam na szkoleniach. Oglądałam filmy Gałuszki. No więc, mój pies nie reagował zbyt dobrze na zaproponowane metody, czyli barowanie, nagradzanie za uspokojenie, za spojrzenie na właściciela, odwracanie uwagi. Mój pies na spacerze był w trybie polowania, więc się nie uspokajał, nie jadł smaczków i nie spuszczał oka z drugiego psa. Dopiero wprowadzanie nowych metod, m.in. stanowczego zakazu (nie, zostaw, nie wolno) wyćwiczonego w innych sytuacjach, zrezygnowanie całkowicie z barowania na rzecz losowego wydania smaczka, ale po minięciu się, uspokojenie psa, zakazanie skradania, itd... Dopiero to przyniosło pewne efekty. Najlepsze efekty jednakże przyniosło nic nie robienie.

Nic nie robienie to mijanie drugiego psa, jakby nic się nie stało. Na czym to polega? Przede wszystkim ja nic nie robię. Ja nie zwracam uwagi na psa, tylko idę przed siebie. Czasem po lekkim łuku, gdy widzę, że ktoś nie ściąga flexi swojego psa. Nie przyspieszam, nie zwalniam. Początkowo Nuk się szarpała, ale po paru powtórzeniach ze zwiększeniem odległości odkryła, że można się minąć z psem bez awantury. Było też dużo chodzenia za obcymi psami, obok obcych psów, przed psami. I jest lepiej. Dużo lepiej.

To znaczy, wiecie, nie jest jeszcze idealnie, ale Nuk na początku wyrywała do każdego psa, nawet po drugiej stronie szerokiej ulicy, a teraz idąc z nią spokojnie minę się na chodniku z dużym i pewnym siebie psem. Gdy wyprowadza ją na spacer ktoś inny jeszcze bywa różnie. Gdy mijamy rozszczekanego, doskakującego do nas yorka - Nuk nie popuści. Można powiedzieć, że yorczek sam się prosił, albo że za dużo wymagam od mojego psa, że każdemu by nerwy puściły, gdyby ktoś mu ujadał nad uchem.

Ale ja dążę do tego, żeby była opanowana nawet w takiej trudnej sytuacji. I w końcu w zeszłym tygodniu nastąpił przełom. Minęłyśmy spokojnie dwa małe, szczekające, obce psy na chodniku. Minęliśmy, po czym Nuk zatrzymała się, spojrzała na mnie i oblizała. Smaczek, poproszę. Było to przełomowe, bardzo czytelne zakomunikowanie, że wie, że zrobiła dobrze, że wie, że tego od niej chciałam, więc smaczek powinien być wydany. I został wydany.

Minął tydzień, w trakcie którego mijaliśmy się z malutkimi psami, które szczekały na Nuk. Nie robiłam nic, poza delikatnym łukiem, odgrodzeniem psa swoją osobą od szczekacza i trzymaniem Nuk w pozycji blisko (czyli nie przy nodze, ale równolegle ze mną). Czasem dla pewności mówiłam tylko "nie wolno". 

Jeszcze nie czas na odetchnięcie z ulgą. Jeszcze nie koniec przygody. Jak utrwalimy to ignorowanie szczekających psów, zacznę naukę ładnego witania się z małymi psami. Możliwe, że mój pies zawsze będzie chciał zapolować na yorka, ale może innym rasom odpuści. Jest to trudne zadanie, bo Nuk nie ma dobrych doświadczeń z małymi psami. Raczej takie, że szczekają, a jak się je spróbuje uciszyć, to piszczą jak wściekłe. No i trzy ugryzienia na koncie - york, jack russel i pinczerek. Za to Nuk złapała kiedyś za kark podbiegającego szczekającego shitzu. Bez rozlewu krwi na szczęści to wszystko.

Resume:

Mojemu psu nie pomogły klasyczne metody pozytywnego wzmacniania, stosowane w terapii agresji smyczowej, co nie oznacza, że nie pomogą Waszym psom.  Mój pies ma fiksację na punkcie innych psów i silny instynkt łowczy, który nie pomaga w przypadku odwracania agresji smyczowej. Mój pies jest lękliwy, boi się większych od siebie psów, ale przy małych pokazuje swoją wyższość. Taka cecha także nie pomaga. W niczym. Lecz mój pies jest bardzo bystry, a także świetnie się komunikuje ze mną i z psami. Problem polega także na tym, że niektóre psy słabo czytają te komunikaty. Myślę, że ostatecznie to właśnie komunikacja i nasza relacja były kluczem do sukcesu. Oraz uspokojenie pobudzenia poprzez ciągłe powtarzanie mijania się z psami bez robienia czegokolwiek specjalnego. Psom nadpobudliwym i reaktywnym potrzebny jest spokój i wyciszenie emocji. Nie szczebiotanie, odwracanie uwagi i pakowanie tony smaczków, ponieważ to jeszcze bardziej je pobudza. 

wtorek, 8 grudnia 2020

Podbiegacze - analiza zjawiska



Słownik użytych terminów:

Pies podbiegacz - pies puszczony luzem, bez kontroli właściciela, podbiegający w sobie tylko znanym celu do losowego Burka na smyczy.

Właściciel psa podbiegacza - osoba, która puszcza psa luzem i traci z nim kontakt wzrokowy (i każdy inny), oraz której często nie udaje się namierzyć.

Burek - losowy pies na smyczy, który może być: lękliwy, agresywny, chory albo może z nim być wszystko w porządku.

Podbiegacze - analiza zjawiska

Odkąd zaczęłam czytywać psie blogi, szczególne zainteresowanie budzi we mnie wszechobecna niechęć do tzw. podbiegaczy. Na każdym blogu właściciele pomstują na psiaki podbiegające do ich (spokojnych, szkolonych, zrównoważonych, zazwyczaj dobrze się zachowujących) psów. Te inne psy to zazwyczaj nieogarnięte i niewychowane kundle, burki, fafiki, szczekające niewiadomoco, jazgoczące suki itepe, itede. A poza tym ich pies osobisty nie lubi innych psów, nie życzy sobie się witać, a jeszcze poza tym są zajęci treningiem, a to świętość. No i „nie miej pretensji, gdy mój zareaguje agresywnie na podbiegacza”. No, tu akurat racja, mógł nie podbiegać. 

Moim zdaniem sytuacja wygląda nieco inaczej. Podbiegające psy najczęściej (najczęściej, co nie znaczy zawsze) nie mają złych zamiarów, a za to pies na smyczy ma jakiś problem z lękiem lub agresją. Lecz uwaga, dlatego właśnie jest na smyczy. I właśnie dlatego nie należy do niego podbiegać.

Podbiegacze - rozszerzenie definicji - to nieagresywne lub agresywne psy, często o słabej komunikacji z innymi psami, które za cholerę nie słuchają właściciela w kwestii podbiegania lub które właściciel ma w dupce. Podbiegacze nieagresywne dzielimy na: szczekające i witające się. Podbiegacze agresywne dzielimy na: chcące psa odstraszyć oraz chcące zeżreć psa naprawdę.

Z mojego punktu widzenia, czyli przypadki, które zdarzają się na co dzień

1. Podbiegacze nieagresywne, witające się. Najmniejsze zło, ale jednak zło. Dlaczego? Ponieważ nie każdy pies, do którego podbiegną będzie chciał wchodzić w interakcję. Niektóre psy się boją, niektóre mogą być chore, jeszcze mogą podbiegaczowi dać do zrozumienia, żeby się szybko oddalił. Ja mam psa, który usadzi podbiegacza warknięciem i szybkim komunikatem "s........j", a jeśli to nie pomoże to dołoży przygniecenie psiaka do ziemi. Niby wszystko w granicach komunikacji psów, ale często potem właściciel podbiegacza ma pretensję do mnie (sic), że mam agresywnego psa. Nerwówka na spacerze, który miał być relaksem - bezcenne. Typowa "lose-lose situation".

2. Podbiegacze nieagresywne, ale szczekające. No te to już żebrzą o krzywdę. Biegną za psem, szczekają, nie wiadomo czy nie użrą w djupsko, pies się denerwuje, człowiek się denerwuje. Nie dziwię się, że ludziom puszczają nerwy i psikają psu gazem po pysku, ale czasem starają się go odkopnąć. Taki pies zazwyczaj nie ma zamiaru ugryźć, ale choć ja o tym wiem i mój pies o tym wie, to gros ludzi i psów nie wie, więc może się przestraszyć. Sytuacja jest nieciekawa, gdy taki pies to np. owczarek niemiecki lub inny duży pies, a ty źle ocenisz sytuację, pomyślisz, że pies raczej nie ugryzie, i próbujesz go odpędzić. A jeśli okaże się, że to pies z punktu 3, to może przejść do ataku w obronie.

3. Podbiegacze chcące nas agresywnie odstraszyć. To zwykle psy z pootwieranych na oścież posesji, które wybiegają z podwórka i szczekając biegną w naszą stronę. Nie chcą niby nas zaatakować, ale wygląda jakby chciały. To się zdarza dość często, przynajmniej nam; na szczęście ani ja, ani mój pies nie dostajemy wtedy zawału, tylko się oddalamy zgodnie z komunikatem, który nam przekazuje tamten pies. Niemniej wygląda to dość spektakularnie i nigdy nie wiadomo, czy nie skończy się pogryzieniem. Nie da się do końca przewidzieć zachowania psa.  

4. Podbiegacze agresywne, chcące zeżreć twojego psa. Takie sytuacje szczęśliwie zdarzają się rzadko, ale zdarzyło mi się. Kończą się atakiem i pogryzieniem psa lub człowieka, ponieważ trudno temu zapobiec. Agresywny pies w ferworze walki, gdy już ugryzł psa i trzyma za kark, tak łatwo nie puści. Niestety w tym momencie lepiej mieć przy sobie gaz, zwłaszcza gdy pies jest duży, ponieważ nasza postawa ani słowa nie mają już znaczenia. Bardzo trudno uniknąć ataku i trudno obronić przed nim psa. Czasem trudno się nawet zorientować, że nastąpi atak, ponieważ pies mający złe zamiary rzadko szczeka lub warczy. Po prostu stoi naprężony lub podchodzi "na sztywno", a atakuje szybko i znienacka. W moim przypadku pies wystartował do ataku zanim go zauważyłam. Zdążyłam tylko spuścić Nuk, która zrobiła parę kółek, zmęczyła psa i schowała się za mną. Pies mnie nie zaatakował -  był to podobno nieagresywny do ludzi (ale agresywny do psów) amstaff, którego udało mi się powstrzymać i złapać. No i wiecie, mieliśmy szczęście, bo  Nuk jest prędkością, wątpię czy jakiś pies ją dogoni oprócz charta. 

Oczywiście najlepiej by było, gdyby wszyscy pilnowali własnych psów, ale wiemy, jak jest. Dla nas oraz naszych psów najważniejsze jest odróżnić podbiegacze agresywne od nieagresywnych, zwłaszcza punkt 2 od punktu 3, żeby wiedzieć, jak się zachować. Obie te kategorie lepiej zignorować, ale każdy w nieco inny sposób. W jaki? Naprawdę nie polecam uciekania przed takimi psami. 

Co należy zrobić, gdy podbiegnie do nas pies, którego nie znamy?

Jeśli pies podbiega merdając ogonem na boki, to zostawić sytuację do dalszego rozwoju, lecz jeśli podbiega pies szczekający, to trzeba szybko ocenić, czy pies jest tylko szczekający czy może odstraszający.

Psy nieagresywne, ale szczekające i odprowadzające was w asyście najlepiej zignorować i iść dalej. One zazwyczaj nie podejdą na tyle blisko, by wejść w interakcje. Jeśli wasz pies umie im odwarknąć, to dadzą spokój. Jeśli nie umie, to musicie powoli się oddalić bez pośpiechu. Po czym rozpoznać te psy? Szczekają szybko, dużo, nerwowo, wysokim tonem, drepcą naokoło, nie podchodzą za blisko. Wygląda jakby raczej starały się zwrócić czyjąś uwagę niż naprawdę zaatakować. 

Lecz pies agresywnie broniący terenu może zaatakować, gdy się za szybko odwrócicie i spróbujecie odejść. Lepiej na chwilę się zatrzymać, stanąć bokiem, uspokoić swojego psa. Jeśli macie smaczki, to można rozsypać je na ziemi, a nuż to zastanowi tamtego psa. Odejść powoli, nie robiąc gwałtownych gestów. Jak odróżnić takiego psa od nieagresywnego szczekacza? Biegnie wprost na was z niskim szczekaniem lub nie szczeka, a dopiero gdy podbiegnie, zaczyna warczeć lub głęboko szczekać. Głowa nisko, sierść zjeżona, nie skacze naokoło, raczej obniża pozycję ciała. 

Kłopoty zaczynają się gdy podbiega do nas pies z usztywnioną postawą, wysoko zadartym ogonem, zjeżoną sierścią, który nie szczeka. W takiej sytuacji trzeba spróbować się od niego odgrodzić (torbą plecakiem, ławką, barierą architektoniczną) oraz w miarę możliwości schować własnego psa za siebie. Nie zaszkodzić powiedzieć coś spokojnie do psa miłym głosem, rozsypać smaczki.  Jeśli obcy pies chce konfrontacji z waszym psem, to może zrezygnować, gdy go usuniecie z pola widzenia. Poza tym, być może odpuści konfrontację z człowiekiem. Jednak jest to sytuacja bardzo niebezpieczna i nigdy nie wiadomo, jak się skończy. Wiem, trzeba mieć nerwy ze stali, ale takie zachowanie czasem skutkuje.

Czego nie należy robić? 

Nie należy odciągać własnego Burka na smyczy - takie zachowanie powoduje, że obcy pies może się na niego rzucić szybciej niż planował lub nawet jeśli nie planował. 

Nie polecam brania swojego Burka na ręce - pies wielkości owczarka i tak go dosięgnie, a przy tym może przewrócić człowieka. Takie zachowanie prowokuje do ataku, poza tym psy są szybkie, możesz nie zdążyć podnieść psa, a tylko sprowokować drugiego.

Nie można uciekać - ucieczka prowokuje drapieżniki do pogoni, a i tak nie uciekniesz przed psem.

Nie należy wchodzić w konfrontację - mam tu na myśli chaotyczne krzyczenie lub rzucanie czymś w psa, kopanie, odganianie, wzięcie gałęzi itp. Jeśli podbiegł duży nawet nieagresywny pies, to takie zachowanie może go sprowokować do ataku. Słyszy się często, jak zwłaszcza mężczyźni odgrażają się, że jakby to oni wzięli kija i przywalili psu, albo kopa zasadzili, to by nie wstał. No więc, sprowokowanie psa do ataku kończy się atakiem, a pies jest szybszy i bardziej odporny na ból niż się wydaje. Odkopnięcie amstaffa czy staffika nie zrobi na nim wrażenia, a spowoduje, że może przy następnej próbie kopnięcia spróbuje złapać za nogę. 

Najlepiej na takie okazje... 

...mieć ze sobą gaz pieprzowy.

Kamyk do mojego ogródka.

Nie wszystkie psy mają ignorowanie innych w defaultcie. Mam psa, który, gdyby miał okazję, byłby podbiegaczem agresywno-odstraszającym w stosunku do małych psów. Dlatego staram się najlepiej jak mogę kontrolować środowisko oraz psa, gdy jest spuszczony, a gdy nie mogę kontrolować psa lub środowiska, pies jest na smyczy. Jest to zachowanie Nuk, z którym walczę z pewnymi sukcesami, ale wciąż nie mam pewności 100%, że ominie małego psa. Zdaję sobie sprawę, jak trudno oduczyć takiego zachowania, ale trzeba to kontrolować. Za diabła nie rozumiem ludzi, którzy regularnie pozwalają swoim psom tak podbiegać. Ostatnio zdarzyło mi się przez moją nieuwagę, że mój pies złapał za tyłek psa sąsiadki (dla jasności - złapał, to znaczy złapał, nie ugryzł). Wiadomo, zły, agresywny kundel złapał za futerko yoreczka. Nie chcę się tłumaczyć, bo naprawdę nie zauważyłam psiaka i to była moja wina. Ale gdyby to był inny pies, to Nuk by nie podbiegła. Dlaczego? Ponieważ ten york już wiele razy podbiegał bez smyczy do mojego psa, prowokował go, oszczekiwał i działał na nerwy. A ja kazałam Nuk ignorować, więc ignorowała. Ale gdy nadarzyła się okazja, dała mu nauczkę. Psy mają dobrą pamięć. Nie pozwalajcie waszym psom oszczekiwać innych tylko dlatego, że ważą 3 kg i są taaakie słooodkie jak szczekają. Drugi pies ma pod ogonem całą tę ich słodkość. I jego właściciel, czyli na przykład ja, też ma tę słodkość w analogicznym miejscu. 



środa, 16 września 2020

Dlaczego pies nie lubi innych psów?



Pytanie tytułowe w oczywisty sposób prowokuje odpowiedź: Pies nie lubi innych psów, bo nie musi lubić. Wiem, wiem, pies nie musi lubi innych psów, ale nie powinien ich atakować. Powinien ignorować. Pies powinien to, powinien tamto, nie powinien, musi. Zauważyliście, jak często używa się tych słów w kontekście psich zachowań? Warto uzmysłowić sobie, że aspekt lubienia czy też nielubienia innych psów to rzecz ściśle związana z instynktami i charakterem. Na którą mamy jakiś tam niewielki wpływ. 
Ale - do rzeczy: czemu niektóre psy nerwowo czy wręcz agresywnie reagują na inne, nie lubią konkretnych ras albo konkretnych psów. Dlaczego znienawidzone i wyśmiewane przez psiarzy pytanie: piesek czy suczka, ma jednak sens. 
Po pierwsze zdrowie.
Pies, którego coś boli i który źle się czuje nie będzie chciał kontaktu z innym psem. Trzeba przebadać. Pies powolny, który szybko się męczy też może mieć obniżoną tolerancję na inne psy.
Po drugie zła socjalizacja.
Niestety zbyt wczesne odebranie szczeniaka od matki, życie w trudnych warunkach, pogryzienie w młodości przez inne psy, niewłaściwa opieka nad szczeniakiem zazwyczaj  generują w przyszłości problemy z innymi psami. Choć nie każdy źle socjalizowany szczeniak będzie agresywnym psem, to może być lękliwy i niepewny siebie, a to też generuje problemy. 
Po trzecie charakter.
Niektóre psy, celowo nie mówię "rasy", są predysponowane do niechęci do innych psów. Takie cechy  wzmacniano w hodowli lub takie cechy wzmacniały się same w niekontrolowanym rozrodzie. Innymi słowy psy po niezbyt przyjacielskich do psów rodzicach raczej też nie będą lubić psów.
W tym punkcie mieści się także wrodzona lub nabyta lękliwość psa. Takie psy mają dystans do psów, na przykład szczekają z daleka, ale potrafią prezentować zachowania znacznie bardziej agresywne w celu odstraszenia obcego psa. Psy lękliwe i niepewne siebie boją się silniejszych psów, ale na słabszych mogą wyładować agresję. 
Po czwarte hormony.
Psy nie lubią psów, ale dogadują się z sukami. Suka dogaduje się z psami, ale nie lubi suk. Każdy to słyszał, i nie jest to mit. W dzisiejszych czasach ludzie związani z psami, blogerzy, czasem niestety szkoleniowcy wyśmiewają pytanie "piesek czy suczka?"sugerując tym samym, możliwe, że niechcący, że coś takiego jak niechęć psa do przedstawicieli własnej płci nie istnieje. Otóż jest to kwestia hormonów, konkurencji, a także  kontrolowania "swojego" terenu. Samce z wysokim poziomem testosteronu będą się konfrontować z innymi samcami (pomaga wczesna kastracja, bo poziom testosteronu u samców po kastracji maleje). Podobnie suki, u których poziom testosteronu jest wysoki (jak na suczkę) będą się konfrontować z sukami (nie pomaga kastracja, bo poziom testosteronu po kastracji u suk rośnie)
Po piąte doświadczenie.
Psy, które mają złe doświadczenia w kontaktach z innymi psami, np. zostały pogryzione lub były źle traktowane przez inne psy, mogą stać się agresywne w stosunku do innych psów. Psy też często generalizują, np. jeśli pogryzł je czarny pies, to boją się czarnych psów. Jak ciągle obszczekuje je york, to nie ciepią yorków. 

Jak się ma do tego Nuk? Nuk jest mało pewnym siebie, lękliwym psem ze spapraną wczesną socjalizacją i silnym instynktem łowczym. Nuk bardzo chce podejść do każdego psa, ale małe rasy, których przedstawiciele często ją obszczekują, budzą w niej chęć pogonienia i przygniecenia do ziemi. Jest to połączenie samonagradzającej pogoni związanej z instynktem łowczym oraz przy okazji pokazanie słabszemu siły.
Nuk dogaduje się z większością psów, z wyjątkiem małych, lękliwych, niepewnych siebie suczek. Nie toleruje też psów, które wysyłają jej sygnały agresywne, co akurat jest łatwo wytłumaczalne.
Co ciekawe nigdy nie obserwowałam w niej zachowań typowo grożących, jak odsłanianie kłów. Choć jeży sierść, skrada się i gdybym jej na to pozwoliła, to doskoczyłaby do psa jak na polowaniu, to zachowania te mają na celu przytrzymanie psa, a nie pogryzienie. Robi tak, gdy widzi szczekającego albo wyrywającego na smyczy, nadreaktywnego i słabszego od siebie psa.
To ostatnie co mam z nią do przepracowania - ignorowanie prowokujących ją szczekliwych, szarpiących się na smyczy psów.

Czy da się zmienić nastawienie psa do innych psów? Być może w niektórych przypadkach pewny siebie przewodnik jest w stanie to zrobić. Ale raczej trudno przekonać psa, który nie lubi psów lub boi się psów, by pałał do nich miłością. No i po co mielibyśmy to robić? Załóżmy, że przekonamy psa, że nie ma co się bać innych piesków, a tu łup, jakiś pies go zaatakuje. Każdy pies jest inny i nie wszystkie podchodzące są przyjacielskie. Pamiętajmy, że psy komunikują się na odległość i zazwyczaj lepiej od nas oceniają intencje drugiego psa. Zaufajmy ich ocenie. Zresztą, wyobraźmy sobie, że jesteśmy nieśmiałym  lub aspołecznym człowiekiem - na pewno możemy próbować się zmienić, ale jest to raczej trudne. To, co możemy zmienić, to zachowanie psa.
Możemy spróbować nauczyć psa omijać psy zamiast atakować, egzekwować posłuszeństwo i konsekwentnie nie pozwalać na zachowania agresywne w stosunku do innych psów. Dzięki temu pies wraz z nami wypracuje inne strategie na radzenia sobie z psami. Jak to zrobić? To już odsyłam do doświadczonego behawiorysty, najlepiej takiego, który może się pochwalić sukcesami na podobnym polu.
___________________________________________________________________
zdjęcie pochodzi z: www.pexels.com

czwartek, 10 września 2020

Agresja smyczowa - a może lepiej nic nie robić?

Jakiś czas temu, mniej więcej na początku roku, niedługo po opublikowaniu tekstu o agresji smyczowej, naszła mnie taka refleksja na ten temat: a może wszystko co robię, by zniwelować to zachowanie, ma się nijak do sytuacji? Może to działa odwrotnie lub, podobnie jak większość klasycznych metod, typu barowanie, czekanie w komendzie, zawracanie - nie działa. 

Zastanowiło mnie, czy wystarczająco dużo ćwiczę z psem. Może za mało ćwiczę z psem, a może za dużo ćwiczę z psem. W końcu, żeby ładnie minąć psa uruchomiłam całą moją wiedzę, mowę ciała, sztuczki behawioralne, znajomość psa, obserwację. Nie za dużo tego jak na taką prostą czynność jak minięcie innego psa? Niektórzy ludzie po prostu kupują psa i idą z nim na spacer. Wpadłam w zastój. Zastój motywacji, emocji, chęci. Mieliśmy stały rytm spacerów, ćwiczeń, rytm dnia, codzienność. Skończyły nam się wszystkie nowe miejsca do spacerowania. Skończyły mi się pomysły na motywację. Skończyły mi się chęci na ćwiczenie z psem. Zaczęło mnie irytować, że Nuk po długim czasie poprawy robi woltę i w tył zwrot, i znowu się nie odwoła od wiewióry. Co tam wiewiór, moje psie znowu pogoniło rower! Bo inny piesek pogonił rower. Może to moment, by ostatecznie stwierdzić, że pies będzie chodził na smyczy? Na flexi, jak panbóg przykazał? Może instynkt to coś, z czym nie wygram? A może nie umiem tego zrobić? Może przy całych moich chęciach, predyspozycjach, po tych wszystkich szkoleniach i behawiorystach po prostu źle prowadzę psa? Może gdybym nic nie robiła, tylko ciumkała, cmokała, niczego nie uczyła i wiecznie trzymała na smyczy, może wtedy byłoby lepiej? Albo może przynajmniej nie byłoby gorzej niż jest? Krótko mówiąc, miałam wrażenie, że cała para poszła w gwizdek, bo nie mam takiego psa, który zachowywałby się tak, jak chcę. Wahania emocji to typowy grzech właściciela psa reaktywnego - raz cieszysz się, bo pies cię posłuchał w rozproszeniu, raz klniesz w duchu jak Janusz na urlopie, bo raz pies wyrwał do drugiego. Nie mam na niego aż takiego wpływu, jak chciałam. I mimo, że dużo udało się osiągnąć w porównaniu z tym, co było na początku, miałam poczucie porażki. Nie chodzi o to, że Nuk nie biega za frisbee, że nie przepada za aportowaniem, że nie lubi patyków. Chodzi o to, że zawsze muszę kontrolować środowisko. Nie mogę odpuścić, wyluzować, nie bać się, że pobiegnie do jakiegoś psa, żeby obszczekać. Bo choćby było dobrze przez kilka miesięcy, takie zachowanie wraca co jakiś czas i rozstraja mi nerwy. Linka? No super jest na lince, no ale potem bez linki już nie. Przywołanie? No mamy przywołanie, działa powiedzmy przez miesiąc 10/10, ale trafia się nagle znienacka dzień pod tytułem: pies ogłuchł. Skradanie? Minęło na pół roku, ale wróciło właśnie wczoraj. Reaktywność smyczowa? Było już dobrze, ale ostatnio, gdy łaziłam z Nukiem na smyczy dopadły do nas psy - kilka dużych, które nic nie zrobiły (bo one q... nigdy nic nie robią, chcą się tylko przywitać), ale suczka znowu mi się mocno wystraszyła. I od nowa zero kontaktu z bazą, czyli ze mną, regres i powrót do skradania do yorka, który się nawinął za rogiem. Mam dość, myślałam. Wypruwam sobie flaki nad opanowaniem czegoś, co może wrócić po jednym głupim, przypadkowym spotkaniu z bandą psów? Czy ja jestem chora psychicznie? Koniec. A może w reaktywności smyczowej lepiej nic nie robić niż ciągle coś z tym psem kombinować?* Może od teraz będę takim typowym psim właścicielem, co to tylko na spacerek z telefonem w dłoni i słuchawkami na uszach, i co tylko jedzonko do miseczki i tyle jeśli chodzi o zwracanie uwagi na psa. Nie będę psa szkolić. W końcu nie startujemy w obedience. Ani w Rally-O. Nic psu to szkolenie nie dało. Co z tego, ze zna i wykonuje pierdylion komend, jeśli nie panuje nad emocjami i w sekundę ma regres w zachowaniu. Nie będzie ćwiczenia przywołania na każdym spacerze ani nie będzie smaczków. Nie będę bawić się z psem, rzucać mu piłek, szarpać się, nakręcać go. Nie będę robić z siebie idiotki i cieszyć się jak głupia na każde przybiegnięcie psa do mnie. Porzucę to wszystko na tydzień, dwa, może miesiąc, a może trzy miesiące i zobaczę, jak to działa. W zamian za to suczka będzie chodziła na smyczy. Ja nie będę się denerwować ani stresować, jak będzie źle reagować na inne psy – mam to w d. - jest na smyczy, chilaucik. Będą tylko pozytywne emocje. Tylko spokój. Mój spokój, jej spokój i ignorowanie świata. Nauka niereagowania. Nic nierobienia. Nie zwracania uwagi. Nic więcej. Ommmm. 

Resume: Klamka zapadła: zrobiłam przerwę od ćwiczenia czegokolwiek z psem. Czy takie podejście spowodowało jakieś zmiany w zachowaniu psa (i jakie?). Czy wzrosło zainteresowanie suczki mną, czy wręcz przeciwnie - straciłam na kontakcie? Czy zaczęła przychodzić do mnie częściej, czy może odwrotnie. Jak to się skończyło? cdn.

*http://www.thecrossovertrainer.com/leash-reactivity-sometimes-best-thing-nothing/

czwartek, 21 maja 2020

Fiksacje i obsesje psa



Oto mina mojej suczki, gdy zobaczy nieznajomego psa. Siedzi grzecznie w komendzie, ale wpatruje się z taką uwagą, jakby obserwowała losowanie lotto z nadzieją na wygraną. Pies idzie, pies idzie, no idzie pies!!! Jakby w życiu psa nie widziała. Psy ją pobudzają. Chce do nich podejść, pogonić, pobawić się, wejść w interakcje. Trochę się boi. Prawie widzę niewidzialną nić, która ciągnie Nuk do innego psa. Nauczyłam ją odpowiednich reakcji, ale problem powraca.
Czy to aby nie jest fiksacja?

czwartek, 9 stycznia 2020

Agresja smyczowa - psy skazane na izolację?




Marzenia o psie idealnym mają różne genezy. Każdy z nas ma jakieś wymagania i chciałby, aby pies spełniał konkretne role. Jedni przykładają dużą wagę do szkolenia, inni do fryzury, ktoś chce leniwego kanapowca, a ktoś chce uprawiać posłuszeństwo sportowe. Każdy właściciel ma jakieś oczekiwania w stosunku do psa. Wyobrażamy sobie, że nasz pies będzie taki a taki, będę z nim chodzić bez smyczy, zabiorę na polowanie, pojedziemy na wystawę, będzie stróżem podwórka. Gdy pojawiają się problemy, a obraz psa idealnego oddala się za horyzont, czujemy frustrację. Ale czy słusznie? Mamy przecież psa, a nie maszynę. Psa, żywe stworzenie, które czuje, myśli i ma swój charakter. Nie wszystko da się w nim tak zmienić, aby był spełnieniem naszych oczekiwań. Może to my powinniśmy spojrzeć na niego inaczej - jak na żywą istotę, z którą możemy się komunikować.

środa, 4 grudnia 2019

Czy szkolenie psa jest łatwe?

 
 
 
Za każdym razem, gdy wracam do książek o wychowaniu psów albo do moich notatek ze szkolenia, albo do porad behawiorystów z Internetu, odnoszę wrażenie, że szkolenie psa jest strasznie łatwe. Wprawdzie niektóre pozycje uczciwie przestrzegają przed masą obowiązków i odpowiedzialnością, ale gdy już się zdecydujemy na upiorne wstawanie na poranne siusiu, to reszta wydaje się łatwa. Wystarczy szkolić psa oraz przestrzegać wszystkich reguł, co też jest łatwe, a świat stanie się piękniejszy z naszym wspaniale wyszkolonym psem.  Można wprawdzie pomarudzić, że jednak dobrze byłoby, aby człowiek miał w tym kierunku predyspozycje, ale wiemy, że każdy sądzi, że takie predyspozycje ma. Przeciętny początkujący właściciel psa znajduje więc w tym wszystkim prawie idylliczny obraz życia z psem, który nawet jeśli ma problemy, to wynikają one z głównie ludzkiego zachowania, więc można je szybciej lub wolniej pokonać.

poniedziałek, 28 października 2019

OJeeeeeezus!!!


 „Nie wymawiaj imienia Pana Boga swego nadaremno”, chciałoby się powiedzieć, ale zazwyczaj z nerwów nic nie mówię i odchodzę w siną dal. Nie ma tu czego tłumaczyć. Ani komu. Ale jeśli to czyta ktoś, kto „ojezusuje” pod nosem, to niechaj wyciągnie wnioski i zaprzestanie to czynić!

czwartek, 17 października 2019

Gdy puszczają nam nerwy...

 
 
 

i zawodzą hamulce, a przed nami emocjonalna równia pochyła w dół, powinno nam przyjść do głowy hamowanie silnikiem, czyli rozsądkiem. Ale nie. Już za późno. Mleko się rozlało. Awantura murowana. Dlaczego tak często dochodzi do kłótni między psiarzami? Co takiego stanowi wyzwalacz awantur i podwórkowej łaciny, nawet jeśli nic poważnego się nie stało nam, naszym psom, dzieciom, ubraniom ani zakupom. Oto kilka sytuacji, które utwierdziły mnie w przekonaniu, że raczej nie należy gęby do ludzi otwierać i że nieznajomym  należy schodzić z drogi, a gdy cię ktoś taki zaczepi - wiać!

środa, 3 lipca 2019

Agresja łowcza


 


 
Agresja psów ma wiele przyczyn, począwszy od niewłaściwej socjalizacji, złych doświadczeń, przez lęki, obronę terytorium, ochronę szczeniąt, aż po hulające w organizmie hormony. Ale agresja łowcza jest czymś innym. To rodzaj agresji nieafektywnej, niespowodowanej emocjami, związanej tylko z polowaniem. To naturalna cecha psa jako drapieżnika.

wtorek, 23 kwietnia 2019

Jak psa wychowasz, takiego masz

czyli
 
To wszystko twoja wina, drogi właścicielu
 
Można śmiało powiedzieć, nie przeprowadzając nawet szczegółowych badań, że zdanie tytułowe pojawia się statystycznie najczęściej w kontekście wychowania psów, agresji psów, pogryzień przez psy i tego typu tematów. "Pies jest nieposłuszny, bo właściciel sobie nie radzi. Pies jest agresywny, to wina właściciela". Są to zdania wygłaszane przez różnorakie samozwańcze wyrocznie, które wiedzą wszystko najlepiej i wiedzą też oczywiście, że jeśli pies zachowuje się niewłaściwie, to znaczy, że ma właściciela idiotę, który tak go wychował. Przy czym nie ma tu znaczenia nic innego, np. cechy psa, genetyka, doświadczenia psa ani nawet powód takiej, a nie innej reakcji. Po prostu, jeśli pies nie zachowuje się tak, jak ludzkie otoczenie oczekuje, to znaczy, że właściciel go nie wychował. Pies zaatakował dziecko – widać właściciel źle traktował psa. Pies rzuca się na przechodniów – winny właściciel psa. I moje ulubione (bo mnie dotyczące J), pies ma agresję smyczową – bo właściciel ściąga i napina smycz, w ogóle zachowuje się nerwowo, przez co pies przejmuje jego stan. Niestety, gdyby wszystko to było takie proste, to nie byłoby potrzeby hodowania psów rasowych, chyba że tylko ze względu na wygląd, bowiem każdego psa dałoby się ukształtować w taki sposób, by był idealny.
 

piątek, 22 marca 2019

Flexi czy nie flexi - oto jest pytanie




Smycz automatyczna jest kupowana bardzo często z uwagi na kilka cech, które początkującemu właścicielowi psa wydają się bardzo ważne - nie plącze się, ma duży zasięg, pies może iść przed nami nie ciągnąc i nie musimy za nim włazić na trawę, ewentualnie w błoto czy krzaki. Jest to też smycz, którą cenią sobie właściciele, którzy nigdy nie spuszczają psów ze smyczy, gdyż daje psom niejako namiastkę wolności.
Jednak wielu właścicieli psów uważa tego typu smycze za ZŁO i nie dają się przekonać żadnej argumentacji jej zwolenników. Prawda, jak to zwykle bywa, leży po środku. Smycz sama w sobie nie jest ani dobra, ani zła; zależy jak jej używamy.

poniedziałek, 4 lutego 2019

Agresja smyczowa Nuk - jak to ugryźć?

W dzisiejszej internetowych czasach nie ma takiej rzeczy, terminu, informacji, której nie dałoby się znaleźć w sieci. Naszym pierwszym, a często i ostatnim odruchem jest szukanie informacji i porad na forach, blogach czy serwisach tematycznych. Zazwyczaj,  jeśli umiemy weryfikować informacje, możemy wynieść z Internetu całkiem sporą dawkę wiedzy. W przypadku agresji smyczowej tak nie jest.

piątek, 14 września 2018

Spokojny spacer z psem

a komunikacja ludzka, czyli o podbiegaczach z innego punktu widzenia
 

Obce psy podbiegające do naszych czworonogów stanowią sól w oku niejednego właściciela psa i chyba wszystkich blogerów. Są jednak sytuacje, gdy to właściciel z psem na smyczy, który ma potem pretensje do właścicieli podbiegających Burków, sam stwarza zagrożenie dla własnego psa.
W tym temacie nie mam zamiaru oceniać czyjegoś postępowania, tekst nie ma na celu nikogo obrazić ani ośmieszyć. Suche fakty przedstawię i zaręczam, że nie jestem do opisanych osób ustosunkowana emocjonalnie. Chcę po prostu ostrzec i być może pomóc zrozumieć zachowanie niektórych osób oraz ich psów.

czwartek, 2 sierpnia 2018

Zabawy psów

  
 
Psie zabawy rządzą się swoimi prawami i mają określone cele społeczne. Służą nauce polowania, walki, zachowań dominujących lub submisywnych, a także zaspokojeniu potrzeb społecznych i komunikacyjnych psa. Zabawa psów odgrywa ogromną rolę w procesie socjalizacji w okresie szczenięcym. Podczas zabawy psy przestrzegają reguł, a ich złamanie kończy zabawę lub może przerodzić się w walkę.

piątek, 15 czerwca 2018

Słodki York - mój wróg


York: malutki, kudłaty terier, któremu się wydaje, że jest większy i że może wszystko. Szczeka na psy, łazi na rozciągniętej na całą długość Flexi i wszyscy się nim zachwycają. Jest coś takiego w małych, włochatych psach, że zupełnie rozbrajają ludzi. Są malutkie, słodziutkie, milutkie w dotyku i śmiesznie podrygują. Taki mały piesek nawet wtedy, gdy szczeka, jest uroczy, i nikomu nie przyjdzie do głowy, żeby się go bać czy na niego złościć.

środa, 6 czerwca 2018

Pies - wyzwania i przygody


Nuk jest z nami od prawie dwóch lat. Przygarnęliśmy ją w sierpniu 2016. To mała czarna suczka z białymi/podpalanymi łapami, klapniętymi uszami i długim ogonem. Ma w kłębie 43 cm i waży 12 kg. Z wyglądu trochę terierowato – kundlowata, a z charakteru kłębek emocji, zgiełku, lęku i popędu łowieckiego. Jest psem bardzo inteligentnym, sztuczki łapie w lot, a komunikację z człowiekiem rozwinęła w takim stopniu, że pokazuje nam, czego od nas chce i ją rozumiemy. Nuk to pies wychowany w półdzikiej sforze, praktycznie bez kontaktu z ludźmi do piątego miesiąca życia. W stosunku do ludzi nieufna i lękliwa, a w stosunku do psów nastawiona zabawowo, ale i potrafiąca się odgryźć w razie potrzeby.

Agresja łowcza

    Agresja psów ma wiele przyczyn, począwszy od niewłaściwej socjalizacji, złych doświadczeń, przez lęki, obronę terytorium,...

Najchętniej czytane