Pokazywanie postów oznaczonych etykietą trudne przypadki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą trudne przypadki. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 29 kwietnia 2021

Pogryzienie i regres zachowania

No popatrzcie, jak to się psie i ludzkie losy toczą. W poprzednim poście pisałam o sukcesach nic nierobienia, o poprawie zachowania i spokojnym mijaniu szczekających piesków. O planach na socjalizację z małymi yorkami. A tu łup. Koniec tematu, koniec na bliżej nieokreślony czas. Nuk została zaatakowana przez psa faraona. Przy okazji oberwałam również ja. 

Pies faraona

Jeśli myślicie, podobnie jak ja kiedyś, że pies faraona to mały piesek, to proszę spójrzcie tu. To pies wysokości około 60 cm, ważący do 27 kg. Smukły, umięśniony, sprawny, wyglądający jak skrzyżowanie charta i dobermana, silny w postawie i dostojny. To pies myśliwski. Rasa pierwotna. Chyba wolałabym już starcie z owczarkiem niemieckim, bo są bardziej, że tak powiem, nastawione na komunikację z ludźmi.

Atak

To był bardzo agresywny atak, nie żadne tam zastraszanie, ani podgryzienie tyłka. Suka rasy pies faraona po prostu podbiegła z tyłu, złapała Nuk za kark, podniosła i potrząsnęła. I stało się. Wsadziłam rękę między psy, choć zawsze mówię, żeby tego nie robić. Chciałam odepchnąć agresorkę, co mi się udało, ale kosztem pokąsania. Wszystko trwało kilka sekund. Po mojej interwencji suka uciekła, a właściciel rzucił tylko, że jest szczepiona (później okazało się, że jednak nie) i pognał za suką, żeby ją złapać. Na "placu boju" został jego znajomy z dziećmi. 

Po zatoczeniu koła, suka podbiegła do nas jeszcze raz, chcąc dokończyć, co zaczęła. Ale tym razem już ją widziałam, odgrodziłam Nukę sobą, stanęłam bokiem, i patrząc na podbiegającego psa, powiedziałam do niej bez podnoszenia głosu: tylko spróbuj podejść. Przysięgam, nie wiem, co bym jej zrobiła, gdyby naprawdę spróbowała jeszcze raz rzucić się na Nuk, ale byłam tak wściekła, że raczej by się to dobrze nie skończyło. Coś musiało być w mojej postawie lub głosie, że pies odpuścił i znowu uciekł do parku. I nastąpił ciąg dalszy gonitwy z właścicielem.

Cała historia mojego pogryzienia jest ciekawa, ale tutaj skupiam się na psie. Na lękliwym psie, który od początku miał problemy z innymi psami, z zaufaniem do ludzi, w tym do mnie, z przepracowaną agresją smyczową. Po ataku Nuk trzęsła się dobre pół godziny. Na szczęście obyło się bez poważnych obrażeń, ale to, co zostało w głowie mojego psa, to już nie jest bułka z masłem. 

Jak do tego doszło? 

Dlaczego nie zareagowałam zawczasu? Przecież zawsze czujnie obserwuję psy wokoło. Zwracam uwagę na komunikację, niby potrafię zatrzymać podbiegającego psa. Co poszło nie tak? 

Otóż w ogóle nie wzięłam pod uwagę ataku. Sytuacja wyglądała tak. Mijaliśmy wybieg dla psów, na którym był tylko jeden pies, dwóch mężczyzn i dwoje dzieci. Pies wprawdzie ujadał na Nukę przy siatce, ale był na ogrodzonym wybiegu. Nuk się zaniepokoiła, więc ją uspokoiłam, dałam nagrodę i minęłyśmy wybieg. Minęłam wybieg nie widząc, że dzieci otwierają furtkę i wypuszczają psa. Nie zauważyłam, że suka do nas biegnie, bo jak to pies w ataku nie warczała i nie szczekała. Zaatakowała z tyłu. Po cichu. Było za późno na cokolwiek.

Szczerze mówiąc, w pierwszej chwili pomyślałam, że ci ludzie celowo wypuścili sukę z wybiegu. Że wnerwiło ich to, że Nuk ładnie zignorowała ich rozszczekanego psa za siatką, za co dostała nagrodę.  Że może za wolno i za spokojnie przeszłyśmy obok wybiegu jakby nigdy nic. Może pomyśleli, że prowokowałam ich psa? Nie przyszło mi do głowy, że nie upilnowali ani psa, ani dzieci.

Skutki

Po dotarciu do domu Nuk zjadła michę karmy. Pierwszy raz po prostu zjadła, jakby zajadając stres. (Jak wiecie mój pies nie zjada tak po prostu karmy, przymierza się do tego, zastanawia, delektuje). 

Na wieczorny spacer nie chciała wyjść, a gdy ją wyciągnęłam, od razu postanowiła wracać. 

Następnego dnia sama chciała się rzucić na mniejszego psa. 

Od tego czasu na każdego psa z naprzeciwka zaczęła reagować agresją. 

Cztery lata pracy z psem poszły się... w gwizdek???

Umówiłam się z behawiorystką. Po godzinnej obserwacji Nuk w terenie uznała, że mam ułożonego, dobrze się komunikującego psa, który świetnie zna komendy i jest zsocjalizowany. Dobrze reaguje na inne psy (duże i spokojne). A to, że skrada się do małych psów i chce je zaatakować, no cóż, ich właściciele za blisko z nimi podeszli, psy prowokowały, patrzyły w oczy, szczekały itp, itd. Miała prawo. Powinnam tylko ćwiczyć przywołanie, gdyby zaatakowała (w tym momencie śmieję się sardonicznie). 

Tak, no cóż.  Nigdy w życiu tak mnie nie rozczarowały komplementy pod adresem mojego psa. Powinnam się ucieszyć z takiej diagnozy? Dobra, pełna zgoda, mój pies prawdopodobnie zachowuje się w miarę akceptowalnie w porównaniu do innych nieogarniętych psów, z którymi zazwyczaj ma do czynienia behawiorysta. Ale w porównaniu do innych ustabilizowanych psychicznie i spokojnych psów, to jest po prostu przepaść. To jest także przepaść w porównaniu do zachowania Nuk sprzed pogryzienia. Ja tę przepaść zobaczyłam z dnia na dzień. 

I takim oto akcentem zakończyłam pracę z behawiorystami nad moim psem. Wygląda na to, że tę przepaść muszę znów pokonać sama.

Uwagi i przemyślenia na koniec

W całej tej sytuacji zawinili, jak to zwykle bywa, ludzie. Zabrali na wybieg agresywnego psa (bez szczepienia przeciw wściekliźnie), który, patrząc na jego predyspozycje, spokojnie mógłby przeskoczyć ogrodzenie wybiegu. Zabrali na wybieg dzieci, które otworzyły furtkę w najgorszym z możliwych momentów, więc nawet nie musiał przeskakiwać. Nie umieli go przywołać, odwołać ani w ogóle nic zrobić z sytuacją. Pies zareagował bardziej na mnie niż na właściciela.

W Internecie piszą, że psy faraona nie są agresywne do innych psów ani do ludzi. Że się lubią przytulać (sic!), ale że  mogą polować na inne zwierzęta, np koty. Że to psy potrafiące złapać zająca w biegu. Że mają silny instynkt łowiecki. Że są dobrymi stróżami. Z opisu rasy wynika więc, że to całkiem miłe psy na podwórko. Niestety tak nie jest. Rasy pierwotne wymagają od właściciela więcej stanowczości, wiedzy i predyspozycji do ułożenia. Więcej poświęconego czasu, lepszej relacji, więcej doświadczenia. Rasy łowieckie wymagają wiedzy, cierpliwości i pogodzenia się z faktem, że prawdopodobnie zawsze będą polować na wiewióry. A i nie tylko na wiewióry, wiem coś o tym, mam psa z silnym instynktem łowczym.

Psy faraona są dostojne i piękne. Nie są jeszcze popularne w Polsce. Nieznajomość charakteru rasy nie pomogła mi podczas ataku tego psa. Nie wiedziałam, do czego może być zdolny ani jak zareaguje. Każdy pies może być agresywny, a każdy agresywny pies jest groźny, jeśli jest silny i duży. 

Lecz szukając psa dla siebie, jeśli nie chcecie kłopotów, unikajcie nie tyle sformułowania "rasa agresywna" (które jest idiotyczne), co połączenia zwrotów: "rasa pierwotna" i "silny instynkt łowiecki". Nawet, jeśli napiszą, że piesek lubi się przytulać do właścicieli. No, chyba że jesteście doświadczeni w prowadzeniu takich ras. Ten pan raczej nie był. 



środa, 10 marca 2021

Agresja smyczowa - a może lepiej nic nie robić? cz.2


Agresja smyczowa to temat, który cyklicznie powraca na blogu. Powraca temat, bo powraca agresja. Z uwagi na szczególnie trudny przypadek Nuk, miałam okazję zostać specjalistką od terapii tego zachowania. Zastosowałam wszelkie możliwe metody pracy. Konsultowałam z behawiorystami. Byłam na szkoleniach. Oglądałam filmy Gałuszki. No więc, mój pies nie reagował zbyt dobrze na zaproponowane metody, czyli barowanie, nagradzanie za uspokojenie, za spojrzenie na właściciela, odwracanie uwagi. Mój pies na spacerze był w trybie polowania, więc się nie uspokajał, nie jadł smaczków i nie spuszczał oka z drugiego psa. Dopiero wprowadzanie nowych metod, m.in. stanowczego zakazu (nie, zostaw, nie wolno) wyćwiczonego w innych sytuacjach, zrezygnowanie całkowicie z barowania na rzecz losowego wydania smaczka, ale po minięciu się, uspokojenie psa, zakazanie skradania, itd... Dopiero to przyniosło pewne efekty. Najlepsze efekty jednakże przyniosło nic nie robienie.

Nic nie robienie to mijanie drugiego psa, jakby nic się nie stało. Na czym to polega? Przede wszystkim ja nic nie robię. Ja nie zwracam uwagi na psa, tylko idę przed siebie. Czasem po lekkim łuku, gdy widzę, że ktoś nie ściąga flexi swojego psa. Nie przyspieszam, nie zwalniam. Początkowo Nuk się szarpała, ale po paru powtórzeniach ze zwiększeniem odległości odkryła, że można się minąć z psem bez awantury. Było też dużo chodzenia za obcymi psami, obok obcych psów, przed psami. I jest lepiej. Dużo lepiej.

To znaczy, wiecie, nie jest jeszcze idealnie, ale Nuk na początku wyrywała do każdego psa, nawet po drugiej stronie szerokiej ulicy, a teraz idąc z nią spokojnie minę się na chodniku z dużym i pewnym siebie psem. Gdy wyprowadza ją na spacer ktoś inny jeszcze bywa różnie. Gdy mijamy rozszczekanego, doskakującego do nas yorka - Nuk nie popuści. Można powiedzieć, że yorczek sam się prosił, albo że za dużo wymagam od mojego psa, że każdemu by nerwy puściły, gdyby ktoś mu ujadał nad uchem.

Ale ja dążę do tego, żeby była opanowana nawet w takiej trudnej sytuacji. I w końcu w zeszłym tygodniu nastąpił przełom. Minęłyśmy spokojnie dwa małe, szczekające, obce psy na chodniku. Minęliśmy, po czym Nuk zatrzymała się, spojrzała na mnie i oblizała. Smaczek, poproszę. Było to przełomowe, bardzo czytelne zakomunikowanie, że wie, że zrobiła dobrze, że wie, że tego od niej chciałam, więc smaczek powinien być wydany. I został wydany.

Minął tydzień, w trakcie którego mijaliśmy się z malutkimi psami, które szczekały na Nuk. Nie robiłam nic, poza delikatnym łukiem, odgrodzeniem psa swoją osobą od szczekacza i trzymaniem Nuk w pozycji blisko (czyli nie przy nodze, ale równolegle ze mną). Czasem dla pewności mówiłam tylko "nie wolno". 

Jeszcze nie czas na odetchnięcie z ulgą. Jeszcze nie koniec przygody. Jak utrwalimy to ignorowanie szczekających psów, zacznę naukę ładnego witania się z małymi psami. Możliwe, że mój pies zawsze będzie chciał zapolować na yorka, ale może innym rasom odpuści. Jest to trudne zadanie, bo Nuk nie ma dobrych doświadczeń z małymi psami. Raczej takie, że szczekają, a jak się je spróbuje uciszyć, to piszczą jak wściekłe. No i trzy ugryzienia na koncie - york, jack russel i pinczerek. Za to Nuk złapała kiedyś za kark podbiegającego szczekającego shitzu. Bez rozlewu krwi na szczęści to wszystko.

Resume:

Mojemu psu nie pomogły klasyczne metody pozytywnego wzmacniania, stosowane w terapii agresji smyczowej, co nie oznacza, że nie pomogą Waszym psom.  Mój pies ma fiksację na punkcie innych psów i silny instynkt łowczy, który nie pomaga w przypadku odwracania agresji smyczowej. Mój pies jest lękliwy, boi się większych od siebie psów, ale przy małych pokazuje swoją wyższość. Taka cecha także nie pomaga. W niczym. Lecz mój pies jest bardzo bystry, a także świetnie się komunikuje ze mną i z psami. Problem polega także na tym, że niektóre psy słabo czytają te komunikaty. Myślę, że ostatecznie to właśnie komunikacja i nasza relacja były kluczem do sukcesu. Oraz uspokojenie pobudzenia poprzez ciągłe powtarzanie mijania się z psami bez robienia czegokolwiek specjalnego. Psom nadpobudliwym i reaktywnym potrzebny jest spokój i wyciszenie emocji. Nie szczebiotanie, odwracanie uwagi i pakowanie tony smaczków, ponieważ to jeszcze bardziej je pobudza. 

czwartek, 11 lutego 2021

Popęd łowczy - co na to Cesar Millan?


Popęd łowczy - zew natury

Instynkt łowiecki, zwany też popędem polowania lub łowczym, to naturalna cecha drapieżnika. Psy, podobnie jak wilki, są drapieżnikami i w naturalnym środowisku zdobywałyby pożywienie polując. Współcześnie psy domowe, często w pełni zależne od ludzi, nie muszą polować, ale w wielu z nich istnieje silna potrzeba zachowań łowczych związana z instynktem. Popęd łowczy tym właśnie jest -  potrzebą polowania i wykonywania wszystkich czynności związanych z zaspokojeniem tej potrzeby. Jest to dla psa naturalna cecha.

Psy posiadają wiele popędów, wśród których możemy wyróżnić te dające nagrodę (seksualny, łowczy, stada) oraz te pozwalające przeżyć i uniknąć negatywnych zdarzeń (popęd obrony -walki lub ucieczki).

Zachowania związane z popędami dającymi nagrodę mają wydźwięk pozytywny i wiążą się z uwolnieniem w mózgu psa endorfin, dlatego są (uwaga, modne słowo) samonagradzające. Stąd tak trudno się ich psu wyrzec. Jeśli chcemy nagrodzić psa za niepogonienie dzika, to pomyślmy, co też może być większą nagrodą niż pogoń?

Każdy pies posiada wszystkie te popędy, ale w różnym nasileniu. Jest więc skomplikowanym zwierzęciem o zróżnicowanych potrzebach związanych z popędami. 

Wiele ras psów wyhodowano pod kątem użytkowym wzmacniając lub osłabiając poszczególne zachowania związane z popędami. U jednych wzmacniano popęd łowczy w określonych zachowaniach łowczych czyli w tzw. łańcuchu łowieckim (tropienie-wpatrywanie-pogoń-podkradanie-chwytanie-rozszarpanie), a u niektórych wzmacniano popęd stada (relacje z psami i ludźmi, chęć bycia blisko z psami i ludźmi).

U kundli jednak nikt niczego nie wzmacniał ani nie wytłumiał, dlatego w zależności od tego czy trafi nam się mieszaniec powstały z różnych ras, czy też prawdziwy kundel, nie wywodzący się od żadnej rasy, możemy spotkać psa o bardzo silnym popędzie łowczym.

Trafić na taką cechę psa, zwłaszcza w  połączeniu z lękiem i z dużą nadreaktywnością, to jak trafić najgorszy los w psiej loterii - najkrótsza zapałka. Jeśli chcesz pieska do trenowania sportów albo chcesz by był ułożony i posłuszny, to niniejszym ogłaszam, musisz pogodzić się z tym, że to się do końca nie uda. Tak myślałam. I tak to opisywałam wcześniej. Jednak po wielu miesiącach życia z psem z silnym popędem łowczym, szkolenia takiego psa, budowania relacji i komunikacji, muszę powiedzieć, że się myliłam. 

Nuk jest oczywiście trudnym psem, musiałam się napracować, i nadal nie wszystko robi, jak chcę, ale jest jednocześnie jednym z najbardziej inteligentnych psów, jakie znam. Jest najbardziej czujnym psem, jakiego znam. Jest jednym z najszybszych psów, jakie znam. Nie zawsze umie kontrolować swoje emocje, ale baardzo się stara. Budowanie relacji z takim psem to jak komunikacja z powiedzmy dwuletnim dzieckiem, które nie umie jeszcze mówić, ale wiele rozumie i wiele potrafi przekazać gestem.

Taki pies wiele rozumie, szybko się uczy, dobrze się komunikuje, a przede wszystkim dużo uczy nas, opiekunów. Można powiedzieć, że gdy masz takiego psa i go opanujesz, to każdy następny to już będzie pikuś.

Ma jednak wrażenie, że to czasem trudno ludziom zrozumieć i zaakceptować. Za mało jest treści na temat popędów w ogóle, a łowczego w szczególności. W telewizji, Internecie, w książkach zazwyczaj stykamy się z psami wyidealizowanymi, bez tego popędu, bez problemów. Dlatego ważne, by o tym pisać, mówić, dyskutować. By lepiej zrozumieć, dlaczego pies, którego mamy nie jest taki jak Lessi czy Szarik.

Cesar Millan na ratunek odc. 3

Ostatnio widziałam odcinek z Millanem o psie Stelli, przepięknym wyżle weimarskim, który atakował inne psy i ludzi w konsekwencji zachowań łowczych. Cały odcinek poświęcono na jednego psa. Fragment można zobaczyć tu. 

Wiecie, zazwyczaj wygląda to tak, że przychodzi Millan, mówi: tssyt, i piesek jest naprawiony. Mówi właścicielowi, że trzeba być asertywnym i życie rodziny z psem zostaje uratowane. Tym razem było inaczej. 

Pies od razu skradał się do innego psa, gdy tylko go zobaczył, po czym atakował szybko i sprawnie. Agresja smyczową w pełnej krasie, ale raz pies zerwał się ze smyczy i pogryzł innego psa oraz jego właścicielkę. Zachowanie łowcze, agresja łowcza, niektórzy powiedzą, że pies odreagowuje w ten sposób stres lub daje upust swoim emocjom. Wszystko prawda, ale co w takiej sytuacji zrobić? Nie wystarczy tssyt.

Suczka oczywiście "świetnie" zareagowała na Millana, to znaczy strachem i uległością, i faktycznie zaprzestała zachowań, które ten korygował. Ale... Chociaż przy Millanie zachowywała się dobrze, nie rzucała się na pieska, którego ten trzymał na rękach, to na inną osobę i psa się rzuciła. Właściciele nie mieli ćwiartki charyzmy Millana oraz ani procenta wyczucia w tym, co robią. Nauczyli się mijać z psem inne duże psy, ale nie pokazano, jak w ich obecności pies reaguje na te małe, w dodatku na rękach. Ani co się stanie, gdyby ktoś chciał wziąć psa na ręce albo chciał uciec z psem. Moim zdaniem, w oczach i postawie psa widoczne było, że pies się wcale nie zmienił. Po prostu zaczął reagować a) na inną osobę, która radzi sobie z psami, b) na właściciel, którzy nauczyli się jak go opanować. 

Z punktu widzenia laika, którym dzięki mojemu psu już nie jestem, Cesar Millan "naprawił" psa i pomógł ludziom. To znaczy nauczył ich korekt, mijali się z innymi pieskami. Jednak dla kogoś, kto ma psa o podobnych zachowaniach, jest oczywiste, że to tylko pozorna zmiana.

Pamiętajmy, że ten program trwa kilkadziesiąt minut, i widzimy w nim pracę z psem po pełnej obróbce filmowej, po wycięciu wielu fragmentów. Wielu rzeczy nie nagrano, wielu nie pokazano. Zasugerowano jednak, że poradzono sobie z problemem tego psa (i jego ludzi). Moim zdaniem, niestety nie. Taki pies idąc na spacer z kimś innym, rzuci się na na małego pieska. Lub może nawet na wystraszonego człowieka. 

Uważam jednak, że ten odcinek byłby idealny do zademonstrowania, czym naprawdę jest popęd łowczy, polowanie i agresja łowcza jako silna potrzeba zrealizowania zachowania rozładowującego emocje. Trzeba było tylko na koniec wspomnieć, że wcale nie naprawiliśmy pieska, tylko nauczyliśmy ludzi jako tako go kontrolować.

I teraz najważniejsze pytania: czy w ogóle można zmienić zachowanie takiego psa? Tak, jest to trudne, co widać w tym odcinku, ale tak. OK, ale czy można osłabić silny instynkt i sprawić, by w żadnej sytuacji pies nie zachowywał się "łowczo"? Nie. Na tego pieska trzeba uważać. Na mojego również. Takie psy powinny być odpowiednio prowadzone od szczeniaka, ale i to nie będzie moim zdaniem gwarancją pełnego sukcesu. 

Jak my sobie radzimy z popędem łowczym?

1. Zaspokajając potrzeby - zabawy węchowe, tropienie, zostawianie śladu.

2. Piłka w terenie - zabawka, którą mamy w lesie i którą Nuk raz na jakiś czas znajduje, bawimy się chwilę i zakopuje z powrotem w inne miejsce.

3. Komenda "puść" (rezygnacja) - na przykład puszczanie szarpaka z owczej wełny na komendę.

4. Komenda "łap" - gonienie łupu na komendę, a wcześniej mogę jej machać przed nosem i nie rusza.

5. Pogodziłam się, że muszę wyrobić refleks- swój. Gdy tylko widzę, że pies intensywniej zawęszy, zapinam na smycz.

6. Pogodziłam się z porażkami. No wyrwała mi ostatnio za sarną, pierwszy raz miałam taki przypadek, sarna zaskoczyła mnie kompletnie, prawie pod blokiem. Cóż, niefajnie się stało, ale poczekałam na psa, wrócił, zapięłam na smycz, koniec. Normalnie przeżywałabym to miesiąc.

Efekty? Nuk nie goni dzików. Nie goni samochodów, rowerów, hulajnóg, rolek, biegaczy, gołębi. A wcześniej goniła to wszystko. Zanikła agresja smyczowa.

Czego nie mamy opanowanego? No, sarny, ech. Małe psy są wciąż zdobyczą. Wiewiórki budzą nadal entuzjazm, nie wiem, czy coś się da z tym zrobić. Niektóre koty nadal chce pogonić (ale muszą uciekać).

Resume

Pieski są śliczne i milusie, a w reklamach występują przekrzywiając piękne pyszczki i rozumiejąc ludzki język. Pamiętajmy jednak, że pies jest drapieżnikiem, a my chcielibyśmy zrobić z niego posłusznego, potulnego pluszaczka. Pies z silnym instynktem łowczym jest najbardziej zbliżony do swej dzikiej natury drapieżcy. Czasem trzeba sobie uświadomić taką oczywistość, pogodzić się z nią, westchnąć i iść dalej, doceniając inteligencję i charakter naszego psa. I tak kontrolować psa i środowisko, by nikomu nic złego się nie stało.



wtorek, 8 grudnia 2020

Podbiegacze - analiza zjawiska



Słownik użytych terminów:

Pies podbiegacz - pies puszczony luzem, bez kontroli właściciela, podbiegający w sobie tylko znanym celu do losowego Burka na smyczy.

Właściciel psa podbiegacza - osoba, która puszcza psa luzem i traci z nim kontakt wzrokowy (i każdy inny), oraz której często nie udaje się namierzyć.

Burek - losowy pies na smyczy, który może być: lękliwy, agresywny, chory albo może z nim być wszystko w porządku.

Podbiegacze - analiza zjawiska

Odkąd zaczęłam czytywać psie blogi, szczególne zainteresowanie budzi we mnie wszechobecna niechęć do tzw. podbiegaczy. Na każdym blogu właściciele pomstują na psiaki podbiegające do ich (spokojnych, szkolonych, zrównoważonych, zazwyczaj dobrze się zachowujących) psów. Te inne psy to zazwyczaj nieogarnięte i niewychowane kundle, burki, fafiki, szczekające niewiadomoco, jazgoczące suki itepe, itede. A poza tym ich pies osobisty nie lubi innych psów, nie życzy sobie się witać, a jeszcze poza tym są zajęci treningiem, a to świętość. No i „nie miej pretensji, gdy mój zareaguje agresywnie na podbiegacza”. No, tu akurat racja, mógł nie podbiegać. 

Moim zdaniem sytuacja wygląda nieco inaczej. Podbiegające psy najczęściej (najczęściej, co nie znaczy zawsze) nie mają złych zamiarów, a za to pies na smyczy ma jakiś problem z lękiem lub agresją. Lecz uwaga, dlatego właśnie jest na smyczy. I właśnie dlatego nie należy do niego podbiegać.

Podbiegacze - rozszerzenie definicji - to nieagresywne lub agresywne psy, często o słabej komunikacji z innymi psami, które za cholerę nie słuchają właściciela w kwestii podbiegania lub które właściciel ma w dupce. Podbiegacze nieagresywne dzielimy na: szczekające i witające się. Podbiegacze agresywne dzielimy na: chcące psa odstraszyć oraz chcące zeżreć psa naprawdę.

Z mojego punktu widzenia, czyli przypadki, które zdarzają się na co dzień

1. Podbiegacze nieagresywne, witające się. Najmniejsze zło, ale jednak zło. Dlaczego? Ponieważ nie każdy pies, do którego podbiegną będzie chciał wchodzić w interakcję. Niektóre psy się boją, niektóre mogą być chore, jeszcze mogą podbiegaczowi dać do zrozumienia, żeby się szybko oddalił. Ja mam psa, który usadzi podbiegacza warknięciem i szybkim komunikatem "s........j", a jeśli to nie pomoże to dołoży przygniecenie psiaka do ziemi. Niby wszystko w granicach komunikacji psów, ale często potem właściciel podbiegacza ma pretensję do mnie (sic), że mam agresywnego psa. Nerwówka na spacerze, który miał być relaksem - bezcenne. Typowa "lose-lose situation".

2. Podbiegacze nieagresywne, ale szczekające. No te to już żebrzą o krzywdę. Biegną za psem, szczekają, nie wiadomo czy nie użrą w djupsko, pies się denerwuje, człowiek się denerwuje. Nie dziwię się, że ludziom puszczają nerwy i psikają psu gazem po pysku, ale czasem starają się go odkopnąć. Taki pies zazwyczaj nie ma zamiaru ugryźć, ale choć ja o tym wiem i mój pies o tym wie, to gros ludzi i psów nie wie, więc może się przestraszyć. Sytuacja jest nieciekawa, gdy taki pies to np. owczarek niemiecki lub inny duży pies, a ty źle ocenisz sytuację, pomyślisz, że pies raczej nie ugryzie, i próbujesz go odpędzić. A jeśli okaże się, że to pies z punktu 3, to może przejść do ataku w obronie.

3. Podbiegacze chcące nas agresywnie odstraszyć. To zwykle psy z pootwieranych na oścież posesji, które wybiegają z podwórka i szczekając biegną w naszą stronę. Nie chcą niby nas zaatakować, ale wygląda jakby chciały. To się zdarza dość często, przynajmniej nam; na szczęście ani ja, ani mój pies nie dostajemy wtedy zawału, tylko się oddalamy zgodnie z komunikatem, który nam przekazuje tamten pies. Niemniej wygląda to dość spektakularnie i nigdy nie wiadomo, czy nie skończy się pogryzieniem. Nie da się do końca przewidzieć zachowania psa.  

4. Podbiegacze agresywne, chcące zeżreć twojego psa. Takie sytuacje szczęśliwie zdarzają się rzadko, ale zdarzyło mi się. Kończą się atakiem i pogryzieniem psa lub człowieka, ponieważ trudno temu zapobiec. Agresywny pies w ferworze walki, gdy już ugryzł psa i trzyma za kark, tak łatwo nie puści. Niestety w tym momencie lepiej mieć przy sobie gaz, zwłaszcza gdy pies jest duży, ponieważ nasza postawa ani słowa nie mają już znaczenia. Bardzo trudno uniknąć ataku i trudno obronić przed nim psa. Czasem trudno się nawet zorientować, że nastąpi atak, ponieważ pies mający złe zamiary rzadko szczeka lub warczy. Po prostu stoi naprężony lub podchodzi "na sztywno", a atakuje szybko i znienacka. W moim przypadku pies wystartował do ataku zanim go zauważyłam. Zdążyłam tylko spuścić Nuk, która zrobiła parę kółek, zmęczyła psa i schowała się za mną. Pies mnie nie zaatakował -  był to podobno nieagresywny do ludzi (ale agresywny do psów) amstaff, którego udało mi się powstrzymać i złapać. No i wiecie, mieliśmy szczęście, bo  Nuk jest prędkością, wątpię czy jakiś pies ją dogoni oprócz charta. 

Oczywiście najlepiej by było, gdyby wszyscy pilnowali własnych psów, ale wiemy, jak jest. Dla nas oraz naszych psów najważniejsze jest odróżnić podbiegacze agresywne od nieagresywnych, zwłaszcza punkt 2 od punktu 3, żeby wiedzieć, jak się zachować. Obie te kategorie lepiej zignorować, ale każdy w nieco inny sposób. W jaki? Naprawdę nie polecam uciekania przed takimi psami. 

Co należy zrobić, gdy podbiegnie do nas pies, którego nie znamy?

Jeśli pies podbiega merdając ogonem na boki, to zostawić sytuację do dalszego rozwoju, lecz jeśli podbiega pies szczekający, to trzeba szybko ocenić, czy pies jest tylko szczekający czy może odstraszający.

Psy nieagresywne, ale szczekające i odprowadzające was w asyście najlepiej zignorować i iść dalej. One zazwyczaj nie podejdą na tyle blisko, by wejść w interakcje. Jeśli wasz pies umie im odwarknąć, to dadzą spokój. Jeśli nie umie, to musicie powoli się oddalić bez pośpiechu. Po czym rozpoznać te psy? Szczekają szybko, dużo, nerwowo, wysokim tonem, drepcą naokoło, nie podchodzą za blisko. Wygląda jakby raczej starały się zwrócić czyjąś uwagę niż naprawdę zaatakować. 

Lecz pies agresywnie broniący terenu może zaatakować, gdy się za szybko odwrócicie i spróbujecie odejść. Lepiej na chwilę się zatrzymać, stanąć bokiem, uspokoić swojego psa. Jeśli macie smaczki, to można rozsypać je na ziemi, a nuż to zastanowi tamtego psa. Odejść powoli, nie robiąc gwałtownych gestów. Jak odróżnić takiego psa od nieagresywnego szczekacza? Biegnie wprost na was z niskim szczekaniem lub nie szczeka, a dopiero gdy podbiegnie, zaczyna warczeć lub głęboko szczekać. Głowa nisko, sierść zjeżona, nie skacze naokoło, raczej obniża pozycję ciała. 

Kłopoty zaczynają się gdy podbiega do nas pies z usztywnioną postawą, wysoko zadartym ogonem, zjeżoną sierścią, który nie szczeka. W takiej sytuacji trzeba spróbować się od niego odgrodzić (torbą plecakiem, ławką, barierą architektoniczną) oraz w miarę możliwości schować własnego psa za siebie. Nie zaszkodzić powiedzieć coś spokojnie do psa miłym głosem, rozsypać smaczki.  Jeśli obcy pies chce konfrontacji z waszym psem, to może zrezygnować, gdy go usuniecie z pola widzenia. Poza tym, być może odpuści konfrontację z człowiekiem. Jednak jest to sytuacja bardzo niebezpieczna i nigdy nie wiadomo, jak się skończy. Wiem, trzeba mieć nerwy ze stali, ale takie zachowanie czasem skutkuje.

Czego nie należy robić? 

Nie należy odciągać własnego Burka na smyczy - takie zachowanie powoduje, że obcy pies może się na niego rzucić szybciej niż planował lub nawet jeśli nie planował. 

Nie polecam brania swojego Burka na ręce - pies wielkości owczarka i tak go dosięgnie, a przy tym może przewrócić człowieka. Takie zachowanie prowokuje do ataku, poza tym psy są szybkie, możesz nie zdążyć podnieść psa, a tylko sprowokować drugiego.

Nie można uciekać - ucieczka prowokuje drapieżniki do pogoni, a i tak nie uciekniesz przed psem.

Nie należy wchodzić w konfrontację - mam tu na myśli chaotyczne krzyczenie lub rzucanie czymś w psa, kopanie, odganianie, wzięcie gałęzi itp. Jeśli podbiegł duży nawet nieagresywny pies, to takie zachowanie może go sprowokować do ataku. Słyszy się często, jak zwłaszcza mężczyźni odgrażają się, że jakby to oni wzięli kija i przywalili psu, albo kopa zasadzili, to by nie wstał. No więc, sprowokowanie psa do ataku kończy się atakiem, a pies jest szybszy i bardziej odporny na ból niż się wydaje. Odkopnięcie amstaffa czy staffika nie zrobi na nim wrażenia, a spowoduje, że może przy następnej próbie kopnięcia spróbuje złapać za nogę. 

Najlepiej na takie okazje... 

...mieć ze sobą gaz pieprzowy.

Kamyk do mojego ogródka.

Nie wszystkie psy mają ignorowanie innych w defaultcie. Mam psa, który, gdyby miał okazję, byłby podbiegaczem agresywno-odstraszającym w stosunku do małych psów. Dlatego staram się najlepiej jak mogę kontrolować środowisko oraz psa, gdy jest spuszczony, a gdy nie mogę kontrolować psa lub środowiska, pies jest na smyczy. Jest to zachowanie Nuk, z którym walczę z pewnymi sukcesami, ale wciąż nie mam pewności 100%, że ominie małego psa. Zdaję sobie sprawę, jak trudno oduczyć takiego zachowania, ale trzeba to kontrolować. Za diabła nie rozumiem ludzi, którzy regularnie pozwalają swoim psom tak podbiegać. Ostatnio zdarzyło mi się przez moją nieuwagę, że mój pies złapał za tyłek psa sąsiadki (dla jasności - złapał, to znaczy złapał, nie ugryzł). Wiadomo, zły, agresywny kundel złapał za futerko yoreczka. Nie chcę się tłumaczyć, bo naprawdę nie zauważyłam psiaka i to była moja wina. Ale gdyby to był inny pies, to Nuk by nie podbiegła. Dlaczego? Ponieważ ten york już wiele razy podbiegał bez smyczy do mojego psa, prowokował go, oszczekiwał i działał na nerwy. A ja kazałam Nuk ignorować, więc ignorowała. Ale gdy nadarzyła się okazja, dała mu nauczkę. Psy mają dobrą pamięć. Nie pozwalajcie waszym psom oszczekiwać innych tylko dlatego, że ważą 3 kg i są taaakie słooodkie jak szczekają. Drugi pies ma pod ogonem całą tę ich słodkość. I jego właściciel, czyli na przykład ja, też ma tę słodkość w analogicznym miejscu. 



środa, 16 września 2020

Dlaczego pies nie lubi innych psów?



Pytanie tytułowe w oczywisty sposób prowokuje odpowiedź: Pies nie lubi innych psów, bo nie musi lubić. Wiem, wiem, pies nie musi lubi innych psów, ale nie powinien ich atakować. Powinien ignorować. Pies powinien to, powinien tamto, nie powinien, musi. Zauważyliście, jak często używa się tych słów w kontekście psich zachowań? Warto uzmysłowić sobie, że aspekt lubienia czy też nielubienia innych psów to rzecz ściśle związana z instynktami i charakterem. Na którą mamy jakiś tam niewielki wpływ. 
Ale - do rzeczy: czemu niektóre psy nerwowo czy wręcz agresywnie reagują na inne, nie lubią konkretnych ras albo konkretnych psów. Dlaczego znienawidzone i wyśmiewane przez psiarzy pytanie: piesek czy suczka, ma jednak sens. 
Po pierwsze zdrowie.
Pies, którego coś boli i który źle się czuje nie będzie chciał kontaktu z innym psem. Trzeba przebadać. Pies powolny, który szybko się męczy też może mieć obniżoną tolerancję na inne psy.
Po drugie zła socjalizacja.
Niestety zbyt wczesne odebranie szczeniaka od matki, życie w trudnych warunkach, pogryzienie w młodości przez inne psy, niewłaściwa opieka nad szczeniakiem zazwyczaj  generują w przyszłości problemy z innymi psami. Choć nie każdy źle socjalizowany szczeniak będzie agresywnym psem, to może być lękliwy i niepewny siebie, a to też generuje problemy. 
Po trzecie charakter.
Niektóre psy, celowo nie mówię "rasy", są predysponowane do niechęci do innych psów. Takie cechy  wzmacniano w hodowli lub takie cechy wzmacniały się same w niekontrolowanym rozrodzie. Innymi słowy psy po niezbyt przyjacielskich do psów rodzicach raczej też nie będą lubić psów.
W tym punkcie mieści się także wrodzona lub nabyta lękliwość psa. Takie psy mają dystans do psów, na przykład szczekają z daleka, ale potrafią prezentować zachowania znacznie bardziej agresywne w celu odstraszenia obcego psa. Psy lękliwe i niepewne siebie boją się silniejszych psów, ale na słabszych mogą wyładować agresję. 
Po czwarte hormony.
Psy nie lubią psów, ale dogadują się z sukami. Suka dogaduje się z psami, ale nie lubi suk. Każdy to słyszał, i nie jest to mit. W dzisiejszych czasach ludzie związani z psami, blogerzy, czasem niestety szkoleniowcy wyśmiewają pytanie "piesek czy suczka?"sugerując tym samym, możliwe, że niechcący, że coś takiego jak niechęć psa do przedstawicieli własnej płci nie istnieje. Otóż jest to kwestia hormonów, konkurencji, a także  kontrolowania "swojego" terenu. Samce z wysokim poziomem testosteronu będą się konfrontować z innymi samcami (pomaga wczesna kastracja, bo poziom testosteronu u samców po kastracji maleje). Podobnie suki, u których poziom testosteronu jest wysoki (jak na suczkę) będą się konfrontować z sukami (nie pomaga kastracja, bo poziom testosteronu po kastracji u suk rośnie)
Po piąte doświadczenie.
Psy, które mają złe doświadczenia w kontaktach z innymi psami, np. zostały pogryzione lub były źle traktowane przez inne psy, mogą stać się agresywne w stosunku do innych psów. Psy też często generalizują, np. jeśli pogryzł je czarny pies, to boją się czarnych psów. Jak ciągle obszczekuje je york, to nie ciepią yorków. 

Jak się ma do tego Nuk? Nuk jest mało pewnym siebie, lękliwym psem ze spapraną wczesną socjalizacją i silnym instynktem łowczym. Nuk bardzo chce podejść do każdego psa, ale małe rasy, których przedstawiciele często ją obszczekują, budzą w niej chęć pogonienia i przygniecenia do ziemi. Jest to połączenie samonagradzającej pogoni związanej z instynktem łowczym oraz przy okazji pokazanie słabszemu siły.
Nuk dogaduje się z większością psów, z wyjątkiem małych, lękliwych, niepewnych siebie suczek. Nie toleruje też psów, które wysyłają jej sygnały agresywne, co akurat jest łatwo wytłumaczalne.
Co ciekawe nigdy nie obserwowałam w niej zachowań typowo grożących, jak odsłanianie kłów. Choć jeży sierść, skrada się i gdybym jej na to pozwoliła, to doskoczyłaby do psa jak na polowaniu, to zachowania te mają na celu przytrzymanie psa, a nie pogryzienie. Robi tak, gdy widzi szczekającego albo wyrywającego na smyczy, nadreaktywnego i słabszego od siebie psa.
To ostatnie co mam z nią do przepracowania - ignorowanie prowokujących ją szczekliwych, szarpiących się na smyczy psów.

Czy da się zmienić nastawienie psa do innych psów? Być może w niektórych przypadkach pewny siebie przewodnik jest w stanie to zrobić. Ale raczej trudno przekonać psa, który nie lubi psów lub boi się psów, by pałał do nich miłością. No i po co mielibyśmy to robić? Załóżmy, że przekonamy psa, że nie ma co się bać innych piesków, a tu łup, jakiś pies go zaatakuje. Każdy pies jest inny i nie wszystkie podchodzące są przyjacielskie. Pamiętajmy, że psy komunikują się na odległość i zazwyczaj lepiej od nas oceniają intencje drugiego psa. Zaufajmy ich ocenie. Zresztą, wyobraźmy sobie, że jesteśmy nieśmiałym  lub aspołecznym człowiekiem - na pewno możemy próbować się zmienić, ale jest to raczej trudne. To, co możemy zmienić, to zachowanie psa.
Możemy spróbować nauczyć psa omijać psy zamiast atakować, egzekwować posłuszeństwo i konsekwentnie nie pozwalać na zachowania agresywne w stosunku do innych psów. Dzięki temu pies wraz z nami wypracuje inne strategie na radzenia sobie z psami. Jak to zrobić? To już odsyłam do doświadczonego behawiorysty, najlepiej takiego, który może się pochwalić sukcesami na podobnym polu.
___________________________________________________________________
zdjęcie pochodzi z: www.pexels.com

środa, 5 sierpnia 2020

The best of: przywitanie na smyczy

 

Z witaniem się psów na smyczy jest tak, że unikam tego jak diabeł święconej wody, chyba że znam psa oraz właściciela i co nieco o nich wiem. Bywają jednak takie zaułki, jak uliczka między domami, w której zza rogu ktoś na mnie wyskoczy z psem i nie mam się gdzie schować ani uciec, ponieważ długość flexi przekracza szerokość ulicy. Ostatnio doszło do sytuacji, która zmieniła mój i tak mało wyważony pogląd o ludziach - na jeszcze mniej wyważony. Krótko mówiąc słowa, które przyszły mi wtedy na myśl, nie nadają się do publikacji, ale łatwo można sobie je wyobrazić.

Otóż na wspomnianej uliczce, pustej, cichej i wąskiej, ogrodzonej płotami po obu stronach, szłam sobie spokojnie z Nuk. Na smyczy. W szelkach. Nagle zmaterializowała się przede mną w odległości jakichś 3 metrów starsza pani z małym pieseczkiem (tzn. wyszła zza wysokiego muru). A nas wmurowało. To znaczy mnie i Nuk wmurowało, aż zatrzymałyśmy się w tej nieszczęsnej odległości 3 metrów, po czym podjęłam dramatyczną i desperacką próbę manewru w tył zwrot, zakończonego niepowodzeniem, gdyż… flexi jak wiadomo ma zazwyczaj pięć metrów. I mały piesek wykorzystał swoją przewagę. Ponieważ jednak zdążyłyśmy się nieco wycofać, mówię do babki, żeby zabrała swojego psa. Pani jednak odpowiada mi z rozbrajającym uśmiechem, że „on się chce tylko przywitać” i rusza w naszą stronę. No i… Nuk się szarpnęła, mnie przez myśl przeleciały wszystkie możliwe KA, ChA, itp, a tamten pies w tym czasie podbiegł. Widząc, że przegrałam to starcie, mówię do Nuki, OK, czyli znaczy, możesz podejść na „witanie”. Nuk podchodzi, tamten pies podchodzi, wąchają się tam, gdzie powinny i nagle tamten dziab Nukę znienacka w tyłek i szarpie. Był trzy razy mniejszy od Nuki, więc kurczę, koniec byłby raczej oczywisty. Przez następne kilka sekund trwa prawdziwy armagedon. W akompaniamencie warczenie, ujadania i plątania się smyczy, nie udaje mi się skutecznie odciągnąć psa, ponieważ jak tylko się oddalę, tamten się przybliża (no nie wiem, może przycisk od flexi się zaciął). Akcję kończy spektakularny obrót Nuki wokół moich nóg i dziabnięcie mnie z nerwów i nieuwagi w nogę. Mój pies się jakby uspokaja, otrząsa i odchodzimy w końcu dalej. Nie wiem, czy poskutkowało to, że wyładowała nerwy na mnie, czy po prostu jej przeszło, ale się na chwilę uspokoiła. W tym czasie drugi psiak ciągle ujada i łeb sobie chce urwać, a w między czasie łapczywie i trochę w amoku łyka jakieś żarcie, które mu pani ładuje do pyska, szczebiocząc, jak to się jej pieseczek zdenerwował i ojojoj. Odchodzimy na pięć metrów, biorę głęboki wdech i pytam (tak, tak, uszczypliwie, jak cholera) co ową szanowną panią kierowało, że podeszła do nas  z  t a k i m   psem. I oczywiście standardzik: on pierwszy raz się tak bardzo zdenerwował. O żesz, mać. Moje psie znowu zaczyna się nakręcać, a tamto psie nakręcone cały czas. Szczeka jak oszalały. O, nie, myślę, trudno. Muszę nauczyć Nukiszona, że to było niewłaściwe zachowanie i że musi przejść obok ujadającego psa w skupieniu na mnie. Ruszamy w ich kierunku. Tamten ujada, pani cały czas nagradza jego zachowanie smaczkami, które piesek od czasu do czasu w przerwie między szczekaniem łapie w pysk. A my sobie przechodzimy podchodząc coraz bliżej. Nuki już w skupieniu, na szczęście, tak jak ma być. W końcu tamta pani krzyczy do mnie z oburzeniem: „Pani to specjalnie robi!!”. Tak, tak. Oczywiście, że specjalnie. Szkolę swojego psa. I panią. Oraz w ten sposób powstrzymuję swoje znacznie mniej cywilizowane zachowania, które mam ochotę uskutecznić.

Bilans zysków i strat:

+        Okazuje się, że mój pies umie się ogarnąć  i wydaje się, że umie powstrzymać swoją agresję, nawet po ugryzieniu.

+        Mój pies umie się na mnie skupić w sytuacji, w której bym go o to nie podejrzewała.

+        Mój pies nie rzuca się na następnego psa w kolejce do przywitania. Nie widzę zmian w komunikacji, nad którą tyle pracowałam. Nie wróciło skradanie, uff.

+        Ja sama za to przekonuję się po raz kolejny i już ostatni, że ludziom się nie ufa. Wyciągam też naukę, że następnym razem w podobnej sytuacji po prostu muszę rzucić bez ceregieli jakimś siarczystym bluzgiem i zatrzymać taką pańcię z otwartymi z oburzenia ustami daleko za nami. Nie będę już taką miłą fujarą.

–        Mogło się to jednak odbić na psyche mojego psa i skutki tego odbicia jeszcze przyszłość pokaże. Moja Nuk nigdy wcześniej nie spotkała się z aż taką nieprzyjemną sytuacją, nie została tak ugryziona i sama pierwszy raz zaatakowała psa w taki zajadły sposób.

–        Moje nerwy wypaliły całą aktualną zawartość magnezu w organizmie w przeciągu minuty. To dla mnie żadna przygoda. Po prostu spaprany spacer i wieczór.

–        Mam naprawdę porządną ranę na nodze w bardzo niefajnym miejscu - mój własny pies mnie użarł.

–        Nie wiem jak pies, ale ja raczej już nie odzyskam zaufania do małych psów i ich właścicieli.

–        Zachowałam się jak świnia, a nie jak na mnie przystało (ach, te wyrzuty sumienia), ale w zasadzie mogłam się zachować jeszcze gorzej. Nerwy. Nerwy.

Minusów wyszło więcej, ale szczerze powiem, jestem w szoku, że znalazłam jakieś plusy. Może to dlatego, że piszę to wszystko tydzień po całej akcji. Na chłodno.

Na dodatek podczas dalszego spaceru podszedł do nas starszy pan z psem. Kategoria „Miłośnik psów”, gonił mnie ze swoim psem, gdy zeszłam im w bok z drogi, bo jego pies lubi się witać. No lubi się witać! Co zrobić? Powiedziałam krótko, że to fajnie, ale ja nie lubię. No żesz, nie sklęłam go jednak, jak sobie solennie obiecałam kilka minut wcześniej. Ale nie byłam już miła. Brak uśmiechu w takich sytuacjach wprowadza ludzi w konfuzję. Dzięki temu zyskałam czas na odejście z psem w stronę zachodzącego słońca.

Zdanie przypisywane Lemowi, że mianowicie „nie wiedziałem, że jest tylu idiotów, dopóki nie użyłem Internetu” znalazło swoją ponurą analogię. Nie wiedziałam, że jest tylu idiotów, dopóki nie przygarnęłam sobie psa. Może dlatego, że jestem osobą dość zamkniętą na kontakty z ludźmi i do tej pory nie rozmawiałam z przygodnie spotkanymi ludźmi. A pies takie kontakty prowokuje. No to teraz mam za swoje.

Jak już mówiłam, moja komunikacja z psami w porównaniu do komunikacji z ludźmi jest o wiele lepsza. I powiedzcie, czego ja się tych ludzi tak czepiam? Sama nie wiem. No nie wiem czemu po prostu. Czym ja się przejmuję?

 
 

czwartek, 21 maja 2020

Fiksacje i obsesje psa



Oto mina mojej suczki, gdy zobaczy nieznajomego psa. Siedzi grzecznie w komendzie, ale wpatruje się z taką uwagą, jakby obserwowała losowanie lotto z nadzieją na wygraną. Pies idzie, pies idzie, no idzie pies!!! Jakby w życiu psa nie widziała. Psy ją pobudzają. Chce do nich podejść, pogonić, pobawić się, wejść w interakcje. Trochę się boi. Prawie widzę niewidzialną nić, która ciągnie Nuk do innego psa. Nauczyłam ją odpowiednich reakcji, ale problem powraca.
Czy to aby nie jest fiksacja?

czwartek, 9 stycznia 2020

Agresja smyczowa - psy skazane na izolację?




Marzenia o psie idealnym mają różne genezy. Każdy z nas ma jakieś wymagania i chciałby, aby pies spełniał konkretne role. Jedni przykładają dużą wagę do szkolenia, inni do fryzury, ktoś chce leniwego kanapowca, a ktoś chce uprawiać posłuszeństwo sportowe. Każdy właściciel ma jakieś oczekiwania w stosunku do psa. Wyobrażamy sobie, że nasz pies będzie taki a taki, będę z nim chodzić bez smyczy, zabiorę na polowanie, pojedziemy na wystawę, będzie stróżem podwórka. Gdy pojawiają się problemy, a obraz psa idealnego oddala się za horyzont, czujemy frustrację. Ale czy słusznie? Mamy przecież psa, a nie maszynę. Psa, żywe stworzenie, które czuje, myśli i ma swój charakter. Nie wszystko da się w nim tak zmienić, aby był spełnieniem naszych oczekiwań. Może to my powinniśmy spojrzeć na niego inaczej - jak na żywą istotę, z którą możemy się komunikować.

czwartek, 17 października 2019

Gdy puszczają nam nerwy...

 
 
 

i zawodzą hamulce, a przed nami emocjonalna równia pochyła w dół, powinno nam przyjść do głowy hamowanie silnikiem, czyli rozsądkiem. Ale nie. Już za późno. Mleko się rozlało. Awantura murowana. Dlaczego tak często dochodzi do kłótni między psiarzami? Co takiego stanowi wyzwalacz awantur i podwórkowej łaciny, nawet jeśli nic poważnego się nie stało nam, naszym psom, dzieciom, ubraniom ani zakupom. Oto kilka sytuacji, które utwierdziły mnie w przekonaniu, że raczej nie należy gęby do ludzi otwierać i że nieznajomym  należy schodzić z drogi, a gdy cię ktoś taki zaczepi - wiać!

środa, 9 października 2019

Atak psa na człowieka

 
 
 
Pies zaatakował człowieka. Pies odgryzł dziecku wargę. Psy zagryzły mężczyznę pilnującego składu opon. Psy zaatakowały kobietę wracającą z pracy. Groźny pies rzucił się na człowieka. Często tego typu informacjom towarzyszy skrajne nasilenie emocji związanych z sytuacją, przez które tracimy zdrowy rozsądek i zdolność oceny. Takie wydarzenia burzą krew i budzą demony. Nasze, ludzkie, swojskie demony. Od razu rozpoczyna się nagonka: na psy, na "wilczury", na amstaffy, na kundle, na psiarzy. Zapominamy, że psy to zwierzęta drapieżne i mogą być niebezpieczne. Zapominamy również, że zazwyczaj winę za takie wydarzenia ponoszą ludzie. Ale nie psiarze, hippisi ani nie właściciele amstaffów, ale bardzo konkretni właściciele tych właśnie konkretnych psów.

środa, 3 lipca 2019

Agresja łowcza


 


 
Agresja psów ma wiele przyczyn, począwszy od niewłaściwej socjalizacji, złych doświadczeń, przez lęki, obronę terytorium, ochronę szczeniąt, aż po hulające w organizmie hormony. Ale agresja łowcza jest czymś innym. To rodzaj agresji nieafektywnej, niespowodowanej emocjami, związanej tylko z polowaniem. To naturalna cecha psa jako drapieżnika.

wtorek, 23 kwietnia 2019

Jak psa wychowasz, takiego masz

czyli
 
To wszystko twoja wina, drogi właścicielu
 
Można śmiało powiedzieć, nie przeprowadzając nawet szczegółowych badań, że zdanie tytułowe pojawia się statystycznie najczęściej w kontekście wychowania psów, agresji psów, pogryzień przez psy i tego typu tematów. "Pies jest nieposłuszny, bo właściciel sobie nie radzi. Pies jest agresywny, to wina właściciela". Są to zdania wygłaszane przez różnorakie samozwańcze wyrocznie, które wiedzą wszystko najlepiej i wiedzą też oczywiście, że jeśli pies zachowuje się niewłaściwie, to znaczy, że ma właściciela idiotę, który tak go wychował. Przy czym nie ma tu znaczenia nic innego, np. cechy psa, genetyka, doświadczenia psa ani nawet powód takiej, a nie innej reakcji. Po prostu, jeśli pies nie zachowuje się tak, jak ludzkie otoczenie oczekuje, to znaczy, że właściciel go nie wychował. Pies zaatakował dziecko – widać właściciel źle traktował psa. Pies rzuca się na przechodniów – winny właściciel psa. I moje ulubione (bo mnie dotyczące J), pies ma agresję smyczową – bo właściciel ściąga i napina smycz, w ogóle zachowuje się nerwowo, przez co pies przejmuje jego stan. Niestety, gdyby wszystko to było takie proste, to nie byłoby potrzeby hodowania psów rasowych, chyba że tylko ze względu na wygląd, bowiem każdego psa dałoby się ukształtować w taki sposób, by był idealny.
 

środa, 16 stycznia 2019

Psy się muszą przywitać. I już!




Psy to zwierzęta społeczne, które potrzebują zarówno kontaktu z człowiekiem, jak i z przedstawicielami swego gatunku. Zapewnienie im tego kontaktu leży w gestii psiego przewodnika. Jednak nie każdy kontakt jest pożądany i nie zawsze psy muszą się "witać". Człowiek również jest zwierzęciem społecznym, a nie każdemu przechodniowi mówi "dzień dobry", nie wspominając o podawaniu dłoni. Niektóre psy nie potrzebują do szczęścia innych psów, ale czasem potrzeba kontaktu psa z psem jest bardzo silna. Z tego powodu starają się one podejść do każdego psa na swej drodze, a właściciele im tego nie zabraniają. Czy faktycznie psy muszą się witać? 
 

Agresja łowcza

    Agresja psów ma wiele przyczyn, począwszy od niewłaściwej socjalizacji, złych doświadczeń, przez lęki, obronę terytorium,...

Najchętniej czytane