Pokazywanie postów oznaczonych etykietą psy i ludzie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą psy i ludzie. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 18 września 2023

Savoir vivre dla psiarzy i nie tylko



Ostatnio odnoszę wrażenie, że psy przeszkadzają wszystkim, którzy nie mają psów, a za to mają dzieci lub koty czy rybki. Pies przecież szczeka, wiadomo, głośno. No chyba, że yorczek, to wtedy jest słodki. Pies również robi kupę i sika. No i to w zasadzie tyle. Pies ogólnie rzecz biorąc żyje w mieszkaniu, w bloku i zajmuje przestrzeń. Wiadomo, że wielu uważa, że piesek miałby lepiej na wsi, zwłaszcza na łańcuchu. Ale nie o tym chciałam pisać.

Ludzie domagają się coraz większych restrykcji i zakazów, które mają być respektowane przez właścicieli psów, co rodzi konflikty między psiarzami i nie psiarzami, i nie prowadzi do niczego dobrego.

Niestety sami psiarze generują większość konfliktów, świadomie omijając zasady osiedlowo-miejskiego savoir vivre’u, co przyczynia się do hejtu, o przepraszam, nienawiści do wszystkich właścicieli i ich psów.

Na przykład problem spacerów na terenie osiedla. Wydawałoby się oczywiste, że w miarę możliwości powinno się wychodzić poza teren osiedla, by piesek nie podlewał wypielęgnowanego trawnika, ale też oczywiste jest, żeby psa nie prowadzić poza własne osiedla na… inne osiedle, a takie przypadki są nagminne. Na naszym osiedlu mieszka wielu właścicieli psów, którzy odbywają spacer pod klatkę i z powrotem, a ich pies nie wie, że obok mamy lasek. A w promieniu kilometra są laski, zagajniki, łąki, nieużytki itp. Można by tam pójść na spacer, ale nie, lepiej pod klatkę nalać. A potem mamy takie kwiatki, że mieszkańcy osiedla złorzeczą wszystkim psom i domagają się uchwał mających nakazywać i wymuszać na właścicielach spacery poza osiedlem. Konflikt gotowy, bo nikt nie lubi, jak się mu złorzeczy i rozkazuje, zwłaszcza, że sam wychodzi z psem na dalekie spacery. Rozwiązanie problemu: chodźcie na dłuższe spacery poza osiedla – nie zabije was to, a może nawet wzmocni.

Drugi problem, kupy. No, kupy to naprawdę jest temat rzeka i wiadomo, że każdy ma sprzątać po psie, ale co drugi tego nie robi. Temat kup na osiedlach by nie istniał, gdyby ludzie wychodzili z psami poza ich teren, ale cóż, zła wiadomość jest taka, że poza terenem własnego osiedla też należy sprzątnąć psią kupę. Rozwiązanie problemu: sprzątnij kupę, a może sam nie wdepniesz.

I po trzecie, pieski luzem obszczekujące i podbiegające do wszystkiego, co się rusza. One wiadomo, nie gryzą, a ich właściciele nagminnie nam o tym przypominają wrzeszcząc słynne: „Proszę się nie bać, on nie gryzie”. Nie, oczywiście, tylko podbiegnie szczekając do mojego psa, a potem postanowi nawiać, a mój go dorwie i będzie lament, bo agresywny i powinien chodzić w kagańcu. Nie, szanowni państwo, nie boimy się waszych psów, ale boimy się o wasze psy. Ot paradoks. Rozwiązanie problemu: smycz, linka, flexi, postronek, no sama nie wiem.

Ostatni problem, wycie psów pozostawianych na cały dzień w mieszkaniu. Niektóre psy źle znoszą rozłąkę, mają lęk separacyjny albo po prostu się nudzą. To po stronie właściciela jest zapewnienie psu komfortu czekania w domu, należy więc psa przyzwyczaić do pozostawania samemu, nauczyć pewnych zachowań, wziąć urlop i popracować nad tym. Rozwiązanie problemu: stopniowe przyzwyczajenie psa do samodzielnego zostawania w domu.

Skutkiem takich i pewnie innych problemów powodowanych przez właścicieli psów i ich pupili jest to, że ludzie mają dość ich sąsiedztwa. Starają się wymusić na wspólnotach mieszkaniowych zakazy i nakazy, stawianie znaków, wyprowadzanie psów w kagańcu czy poza osiedle.

Pamiętajmy jednak, że większość opiekunów psów i ich pupile nie sprawiają żadnych kłopotów, a te wszystkie pretensje uderzają także w nich. Jeśli całe życie wyprowadzam psa poza osiedle, a tu nagle gdy mijam sąsiada (idąc poza osiedle), on rzuca mi gniewnie, że powinnam iść poza osiedle, to sami wiecie, co mnie trafia. Albo gdy całe życie zbierasz kupy po psie, a tu czekając aż piesek się wypróżni, słyszysz kąśliwe: „Tylko proszę posprzątać po psie”, to ci się flaki wywracają.

Jednocześnie nikt nie zwróci uwagi postawnemu dżentelmenowi o skąpej fryzurze i w sportowej garderobie, aby był łaskaw wyjść z pieskiem poza osiedle, nie, przywalą się do starego właściciela schorowanego psa, który nie ma siły na chodzenie.

Dlatego, drodzy mieszkańcy osiedli zbulwersowani obecnością psów w swoim sąsiedztwie, sami także okażcie kulturę i zamiast niemiło zwracać uwagę komu popadnie, zwracajcie uwagę tym, którzy naprawdę nie sprzątają kup i mają zasady osiedlowe w doopce.



piątek, 4 lutego 2022

Socjalizacja psa - czy wszystko zależy od człowieka?





Czym jest prawidłowa socjalizacja i czy raz przeprowadzona, wystarczy na całe życie? Co, jeśli pies nie został socjalizowany prawidłowo albo wcale nie był socjalizowany? Czy dobrze przeprowadzona socjalizacja oznacza, że będziemy mieć wspaniałego psa nie wykazującego grama agresji, reaktywności ani innych zachowań niepożądanych?

Czym jest socjalizacja psa? Przyjmuje się, że do 12-14 tygodnia życia szczenięta są otwarte na nowe bodźce, odważnie stawiają im czoła i w tym okresie powinny poznać jak najwięcej bodźców, sytuacji oraz innych psów i ludzi, aby móc prawidłowo funkcjonować w dorosłym życiu. Jeśli szczeniaczek pozna wiele różnych, często zaskakujących dla niego przedmiotów, sytuacji, zwierząt i ludzi, tym większe prawdopodobieństwo, że wychowamy pewnego siebie, spokojnego psa. Zaleca się więc pokazywanie szczeniakom różnych przedmiotów, odgłosów, sytuacji, miejsc, chodzenie po różnych nawierzchniach, poznawanie psów itp. Wszystko to nosi nazwę złotej dwunastki Margaret Hughes (zainteresowani znajdą więcej na temat po wpisaniu tego terminu w google) i oczywiście przyczynia się do tego, że mały pies generalizuje sobie, że istnieje dużo różnych bodźców i nie trzeba się ich bać. 

W teorii wygląda to bardzo dobrze, jednak praktyka jak zawsze rzuca nam kłody pod nogi. Po pierwsze, zazwyczaj z hodowli dostajemy psa w wieku 8 tygodni, więc  na socjalizację zostaje nam 4-6 tygodni. W tym czasie piesek musi mieć wykonane szczepienia, więc nie powinien za bardzo wychodzić na spacery, nie mówiąc już o kontakcie z innymi psami. Odwieczny dylemat, socjalizacja czy kwarantanna, nie został jak sądzę rozstrzygnięty. Szczepienie przeciwko chorobom zakaźnym rozpoczyna się najwcześniej w 6 tygodniu życia, a kończy najwcześniej około 12-13 tygodnia. Pomiędzy szczepieniami powinien być zachowany odstęp 2-4 tygodni. Jeżeli więc zaczniemy szczepić nieco później i zachowamy odstępy 4 tygodniowe między szczepieniami, to kończymy szczepić szczeniaka w 16 tygodniu życia. Dawno po okresie, w którym piesek powinien się socjalizować. 

Jaki z tego wniosek? Najlepiej, aby socjalizację zaczął właściciel hodowli, a my potem staramy się jak możemy pokazać psu świat, we w miarę bezpiecznym zakresie znanych nam terenów i zdrowych psów.

Czasami się nie udaje. Nasz piesek ma cztery miesiące i zaczyna się wszystkiego bać. Albo wszystko niszczyć. Albo warczeć na starsze psy. Czy wtedy jest już za późno, czy też uda się jeszcze coś naprawić? Oczywiście nigdy nie jest za późno ani na szkolenie, ani na socjalizację psa. Musimy mieć świadomość, że nie nastąpi to automatycznie, że potrzeba więcej czasu, ale nie jest to niemożliwe. Nawet dorosłego psa można przyzwyczaić do np. wycia odkurzacza. 

Nasuwa się jednak pytanie, czy jeśli, mimo kłód rzucanych pod nogi, przeprowadzimy socjalizację psa dobrze, to oznacza, ze piesek będzie wspaniały i bezproblemowy? Czy nie będzie już nigdy wykazywał agresji? Czy nie będzie reaktywny?

Nie, to oznacza tylko tyle, że prawidłowo przeprowadziliśmy socjalizację psa czyli zrobiliśmy wszystko, co w naszej mocy, by ułatwić psu radzenie sobie w środowisku, w którym żyje. Na resztę cech naszego psa składa się jego charakter oraz zespół doświadczeń. Może się zatem okazać, że doświadczony właściciel trafi na psa, który wymyka się kontroli i którego nie da rady okiełznać. Może się także zdarzyć, że ktoś zupełnie zielony w tematyce psów trafi na wspaniałego psa o cudownym charakterze i nie będzie musiał się nad niczym trudzić, a tym bardziej czytać tego artykułu.

Socjalizacja rozumiana jako zespół czynności i działań właściciela, które mają na celu ułatwienie funkcjonowania psa w środowisku jego życia, to tylko jeden z elementów składowych, które mają wpływ na zachowanie psa. Niemniej powinna być kontynuowana przez całe psie życie. Dlaczego?

Ponieważ to, że pies zachowuje się  towarzysko w stosunku do innych psów w wieku pięciu miesięcy, nie oznacza, że będzie się tak zachowywał za dwa lata, jeśli ograniczy mu się kontakt z psami. Psy dorośleją, zmienia się ich gospodarka hormonalna, nabywają doświadczeń i zapamiętują. Powszechnie uważa się, że pies pamięta wydarzenia do trzech miesięcy wstecz. Nie jest to prawda. Psy rozpoznają ludzi, których nie widziały przez rok, dwa lata - i nie mówię tu o właścicielach, ale o różnych znajomych, kolegach itp. Psy rozpoznają psy, które poznały lata temu i których dawno nie widziały. Rozpoznają też miejsca, w których były ponad rok wcześniej. Dlatego pamiętają również złe doświadczenia i wszelkie niekomfortowe sytuacje, co składa się na bagaż ich doświadczeń. Innymi słowy, podczas dorastania psa, kształtuje się jego charakter. 

Oczywiście, nie tylko doświadczenia składają się na charakter psa - duże znaczenie ma genetyka. Psy po lękliwych rodzicach raczej nie staną się pewne siebie, niektóre cechy się dziedziczy. Podobnie jest z agresją. I właśnie w króciutkim okresie pierwszych tygodni życia mamy największy wpływ na kształtowanie charakteru psa i walkę z genetyką. Później jest trudniej i trzeba mieć świadomość, że nie zawsze się udaje. Z wiekiem pies staje się  mniej podatny na kształtowanie pod kątem pożądanych cech. 

Co z psami, których przeszłości nie znamy? Nie każdy ma psa od szczenięcia. Niektórzy znajdują psy, adoptują ze schroniska, odbierają od krewnych. Wtedy jest oczywiście trudniej, ale resocjalizacja nie jest niemożliwa. Wymaga stworzenia dobrej relacji z psem, więzi i zaufania. Zdarzają się też psy idealne, które nie wymagają resocjalizacji mimo swych przykrych przeżyć.

Jeśli macie problemy z agresją psa wynikające z braków socjalizacyjnych, nie dajcie się zwieść programom Millana. Nie każdemu psu wystarczy "silny przywódca", żeby przestał się rzucać na inne. Nie tylko "nasza energia" ma wpływ na psa. Są to czynniki, które bardzo pomagają w prowadzeniu psa, ale nie stanowią magicznych rozwiązań. 


Resume:

Prawidłowa socjalizacja w okresie szczenięcym jest kluczowa dla rozwoju charakteru psa. Niektóre błędy lub całkowity brak socjalizacji czasem da się naprawić. Część psów ma wspaniały charakter, mimo że ich właściciele nie kazali im biegać po 12 różnych rodzajach podłoży. Niektóre psy mimo prawidłowej  socjalizacji sprawiają problemy. Socjalizacja rozumiana jako przystosowanie psa do koegzystencji z innymi psami oraz z ludźmi trwa całe życie. Choćbyśmy nie wiem jak się starali, nie zmienimy charakteru psa. Może jednak zmienić jego nastawienie i w pewnym zakresie także zachowanie.


środa, 23 czerwca 2021

Czy blogi o psach się znudziły?


Często czytywałam różne blogi o psach. Mam swoich faworytów, często odwiedzane strony, ulubionych autorów, ulubione pieski. Niestety, o ile jeszcze w zeszłym roku wpisy pojawiały się raz częściej raz rzadziej, ale z jakaś przewidywalną regularnością, to ostatnio obserwuję totalną ciszę i martwotę. 

Jeszcze kilka lat temu renesans przeżywały szkoły dla psów proponujące szkolenie pozytywne, psie przedszkole oraz modyfikację problematycznych zachowań. 

Teraz jakby nastała cisza. Odnoszę wrażenie, że nawet pomocy w zachowaniu trudnych psów szukamy rzadziej. Zresztą - behawioryści też jakby trochę zniknęli z blogosfery i zaprzestali reklamy własnych firm. Przynajmniej w formia słowa pisanego. 

Pandemia zamknęła nas w domach, wielu ludzi postanowiło zakupić lub przygarnąć psy, a jakiegoś szczególnego skutku tego boomu w Internecie nie widać. Wszyscy ucichli, fora zamarły, a blogi proponują tylko coraz to nowe produkty do nabycia.

Czy nie ma już nic więcej do napisania? Czy tematy podejmowane na blogach nie budzą zainteresowania? Czy nie chcemy już brać udziału w dyskusjach? A może jesteśmy zmęczeni wiecznymi gównoburzami i ocenianiem się wzajemnie z małą dozą empatii? Czy jesteśmy uzależnieni od sweetfoci wrzucanych na Insta?




czwartek, 14 stycznia 2021

Obroża LED - modny gadżet czy przydatne akcesorium?

To nie jest recenzja pisana na zamówienie ani test dla Top For Dog. Nie będzie więc wysublimowanych, pięknych zdjęć z pieskiem w aureoli światełek ani takich, co trzymają łapkami tęczę siedmiu kolorowych obroży. Po prostu mam taką obrożę, kupiłam ją z myślą o jesiennych i zimowych spacerach i wykorzystuję ten patent od trzech lat.

Obroża LED firmy AniOne Wild Variety widoczna na zdjęciu jest wykonana z silikonu, dzięki czemu jest wodoodporna i niebrudząca. Dostępne kolory: zielony, żółty, czerwony i pomarańczowy. Wyposażona jest w ładowarkę USB. Widoczność w ciemności wg producenta to 300 m, długość działania w trybie świecenia ciągłego 2 h, w trybie migającym ok. 5 h.  Moim zdaniem wytrzymuje trochę dłużej, gdy jest nowa, nawet do 3 h w pracy ciągłej. Migających trybów nie używam, bo mnie irytują. Obroża występuje w różnych rozmiarach, a jeśli mimo to nie pasuje, to można ją dociąć i dopasować do szyi psa. Obroża jest rozpinana, więc można ją dociąć tak, by pasowała idealnie. My przez długi czas mieliśmy trochę za dużą i zakładaliśmy przez głowę bez rozpinania.

Pierwszą obrożę LED firmy AniOne zakupiłam trzy lata temu i wytrzymała do dziś, choć jest wykonana z dziwnego materiału, który się nieco brudził. Jest różowa, świeci na czerwono, a mój pies wygląda w niej jak szalejące po krzakach półdiable. Obroża się trochę zużyła, niemniej wciąż działa, trzeba ją tylko częściej ładować i nie wystarcza na dwie godziny spaceru, tylko na jakąś godzinę. Ponieważ z Nuk spacerujemy grubo ponad godzinę, musiałam zakupić nową obrożę LED. Tym razem kupiłam zieloną.

Często spotykam się na spacerach z ciekawymi reakcjami ludzi (zwłaszcza dzieci) na świecąca obrożę. Dzieciaki od razu ją zauważają i od razu pytają "a po co temu piesku taka świecąca obroża?" Dorośli zazwyczaj odpowiadają" "żeby go było dobrze widzieć", choć zdarza się, że mówią "żeby piesek ładnie wyglądał". Spotkałam się też z dorosłym człowiekiem, który zapytał mnie całkiem serio "a po co psu ta obroża, skoro idzie na smyczy?"  Wielu moich znajomych zakłada takie obroże ze względu na ich ładne świecenie, a noszą je głównie malutkie pieski na spacerach smyczowych. I chwała ich właścicielom za to. Ale nie tylko o wyraz artystyczny tu chodzi.

Taka obroża jest potrzebna wszystkim psom. To nie jest gadżecik dla właścicieli, którzy znajdują przyjemność w kupowaniu dla psów wszystkiego, co śliczne i migocze. To jest bardzo przydatna rzecz, zwłaszcza dla tych, którzy tułają się po łąkach wieczorową porą w środku sezonu jesień-zima. 

Po co nam właściwie taka obroża? Czy faktycznie jest to niezbędna rzecz w szafce z psimi akcesoriami? Dlaczego warto zakupić taką obrożę dla psa? 

Psy w terenie

Podstawową funkcją obroży LED jest świecenie. Obroża ma za zadanie być widoczna w ciemności ze stosunkowo dużej odległości, aby umożliwić namierzenie psa w terenie. Czemu to ważne?  Bo można namierzyć psa w ciemności z pewnej odległości. Dlatego że nawet najposłuszniejszy, najmądrzejszy pies może mieć przykrą przygodę w krzakach. Moja Nuk nadepnęła kiedyś na cierń. Jest to piesek, który rzadko w takich sytuacjach wyda z siebie dźwięk, raczej zatrzyma się, uniesie nogę i będzie cierpieć. Jeśli jest blisko nie, to problemu nie ma, ale zdarzyło jej się nadepnąć na cierń w chaszczach, późnym popołudniem, gdy było już totalnie ciemno. Nie reagowała na przywołanie, bo nie mogła chodzić. Gdyby nie obroża, nie wiedziałabym, co się z psem dzieje. Dzięki obroży mogłam zauważyć, że coś jest nie tak (pies się nie rusza) oraz namierzyć psa.  

Oczywiście z bliska widać całego psa



Kontrola psa w terenie

Oczywiście są psy, które bez smyczy drepcą ładnie przy człowieku i nie mają potrzeby ganiać po krzakach. Mój do nich nie należy. Dla psów, które od czasu do czasu potrzebują przypomnienia, żeby się zanadto nie oddalały, taka obroża jest idealna. Dzięki niej widzę, że piesek nie gania mi po horyzoncie i wiem, kiedy go przywołać, gdy go wezwie zew krwi. To ważne dla szybkich psów z silnym instynktem łowczym. Moment nieuwagi i pies pogna za tropem. A żeby zadziałało odwołanie, pies musi nie być jeszcze zbyt pobudzony, no i musi nie być za daleko, żeby nas słyszeć.

Ale czy ktoś widzi psa pod tym drzewem?


Psy na smyczy

No własnie, po co taka obroża psu na smyczy? Przecież przechodząc przez ulicę uważamy na psa, a gdy idziemy chodnikiem teoretycznie nic w nas nie wjedzie. Teoretycznie. W praktyce chodnikami jeżdżą rowerzyści, a ostatnio znacznie gorsze, bo ciche jak cholera, hulajnogi elektryczne. Osoba jadąca za nami w ciemności często nie widzi czarnego albo małego psa na smyczy, a my nie widzimy jej. Oczywiście można powiedzieć, że przecież nie wolno jeździć po chodnikach i wypadek będzie winą jadącego, ale... o wiele lepiej "oświetlić" psa i nie mieć wypadku. Podobnie z przechodzeniem na pasach. Ze światełkiem jesteśmy bardziej widoczni dla kierowców, a to zawsze zwiększa bezpieczeństwo. Wiem, wiem, to kierowca ma zachować ostrożność, a pieszy nie pchać się pod koła. Ale jestem kierowcą i wiem, jaki dyskomfort czuję, gdy podjeżdżam wieczorem do słabo oświetlonego przejścia wytężając wzrok, czy aby ktoś tam mi nie wskoczy na jezdnię w czarnej kurtce. Czasami po prostu nic nie widać, stoją samochody, rosną krzaki, a kierowcy nie są maszynami i czasami tracą koncentrację przy pięćdziesiątym przejściu dla pieszych. Taki oświetlony pies dodaje widoczności sobie i właścicielowi.

Czarny pies

Kiedyś mieliśmy awarię świateł na dzielni. Powiem wam, że ja nie widziałam Nuk, gdy stała metr obok. Po prostu w ciemności czarnych psów nie widać. Czasem chodzimy wieczorami na smyczy po ciemnych miejscach. W takich przypadkach też wolę widzieć, gdzie dokładnie jest pies i czy aby mi się nie zatrzymał pod nogami.

No cóż, tu nie było jeszcze tak ciemno...

Mały pies

Mały pies w ciemności też jest niewidoczny. Ile ja razy szłam z Nuk wąskim chodnikiem zastanawiając się, czy pani z naprzeciwka, która dziwnie się zatrzymuje ma psa czy torebkę. Czy pan w kapturze nie ciągnie aby za sobą yorka, który zacznie wyrywać do Nuk (a Nuk do niego)? Wielkie dzięki właścicielom małych psów, którzy stosują światełka. Wasz pies jest bezpieczniejszy, a i właściciele trudnych psów go widzą z daleka, więc mogą Was ominąć bez kolizji i niepotrzebnych nerwów.



Śnieg trochę poprawia widoczność czarnego psa po zmroku






wtorek, 8 grudnia 2020

Podbiegacze - analiza zjawiska



Słownik użytych terminów:

Pies podbiegacz - pies puszczony luzem, bez kontroli właściciela, podbiegający w sobie tylko znanym celu do losowego Burka na smyczy.

Właściciel psa podbiegacza - osoba, która puszcza psa luzem i traci z nim kontakt wzrokowy (i każdy inny), oraz której często nie udaje się namierzyć.

Burek - losowy pies na smyczy, który może być: lękliwy, agresywny, chory albo może z nim być wszystko w porządku.

Podbiegacze - analiza zjawiska

Odkąd zaczęłam czytywać psie blogi, szczególne zainteresowanie budzi we mnie wszechobecna niechęć do tzw. podbiegaczy. Na każdym blogu właściciele pomstują na psiaki podbiegające do ich (spokojnych, szkolonych, zrównoważonych, zazwyczaj dobrze się zachowujących) psów. Te inne psy to zazwyczaj nieogarnięte i niewychowane kundle, burki, fafiki, szczekające niewiadomoco, jazgoczące suki itepe, itede. A poza tym ich pies osobisty nie lubi innych psów, nie życzy sobie się witać, a jeszcze poza tym są zajęci treningiem, a to świętość. No i „nie miej pretensji, gdy mój zareaguje agresywnie na podbiegacza”. No, tu akurat racja, mógł nie podbiegać. 

Moim zdaniem sytuacja wygląda nieco inaczej. Podbiegające psy najczęściej (najczęściej, co nie znaczy zawsze) nie mają złych zamiarów, a za to pies na smyczy ma jakiś problem z lękiem lub agresją. Lecz uwaga, dlatego właśnie jest na smyczy. I właśnie dlatego nie należy do niego podbiegać.

Podbiegacze - rozszerzenie definicji - to nieagresywne lub agresywne psy, często o słabej komunikacji z innymi psami, które za cholerę nie słuchają właściciela w kwestii podbiegania lub które właściciel ma w dupce. Podbiegacze nieagresywne dzielimy na: szczekające i witające się. Podbiegacze agresywne dzielimy na: chcące psa odstraszyć oraz chcące zeżreć psa naprawdę.

Z mojego punktu widzenia, czyli przypadki, które zdarzają się na co dzień

1. Podbiegacze nieagresywne, witające się. Najmniejsze zło, ale jednak zło. Dlaczego? Ponieważ nie każdy pies, do którego podbiegną będzie chciał wchodzić w interakcję. Niektóre psy się boją, niektóre mogą być chore, jeszcze mogą podbiegaczowi dać do zrozumienia, żeby się szybko oddalił. Ja mam psa, który usadzi podbiegacza warknięciem i szybkim komunikatem "s........j", a jeśli to nie pomoże to dołoży przygniecenie psiaka do ziemi. Niby wszystko w granicach komunikacji psów, ale często potem właściciel podbiegacza ma pretensję do mnie (sic), że mam agresywnego psa. Nerwówka na spacerze, który miał być relaksem - bezcenne. Typowa "lose-lose situation".

2. Podbiegacze nieagresywne, ale szczekające. No te to już żebrzą o krzywdę. Biegną za psem, szczekają, nie wiadomo czy nie użrą w djupsko, pies się denerwuje, człowiek się denerwuje. Nie dziwię się, że ludziom puszczają nerwy i psikają psu gazem po pysku, ale czasem starają się go odkopnąć. Taki pies zazwyczaj nie ma zamiaru ugryźć, ale choć ja o tym wiem i mój pies o tym wie, to gros ludzi i psów nie wie, więc może się przestraszyć. Sytuacja jest nieciekawa, gdy taki pies to np. owczarek niemiecki lub inny duży pies, a ty źle ocenisz sytuację, pomyślisz, że pies raczej nie ugryzie, i próbujesz go odpędzić. A jeśli okaże się, że to pies z punktu 3, to może przejść do ataku w obronie.

3. Podbiegacze chcące nas agresywnie odstraszyć. To zwykle psy z pootwieranych na oścież posesji, które wybiegają z podwórka i szczekając biegną w naszą stronę. Nie chcą niby nas zaatakować, ale wygląda jakby chciały. To się zdarza dość często, przynajmniej nam; na szczęście ani ja, ani mój pies nie dostajemy wtedy zawału, tylko się oddalamy zgodnie z komunikatem, który nam przekazuje tamten pies. Niemniej wygląda to dość spektakularnie i nigdy nie wiadomo, czy nie skończy się pogryzieniem. Nie da się do końca przewidzieć zachowania psa.  

4. Podbiegacze agresywne, chcące zeżreć twojego psa. Takie sytuacje szczęśliwie zdarzają się rzadko, ale zdarzyło mi się. Kończą się atakiem i pogryzieniem psa lub człowieka, ponieważ trudno temu zapobiec. Agresywny pies w ferworze walki, gdy już ugryzł psa i trzyma za kark, tak łatwo nie puści. Niestety w tym momencie lepiej mieć przy sobie gaz, zwłaszcza gdy pies jest duży, ponieważ nasza postawa ani słowa nie mają już znaczenia. Bardzo trudno uniknąć ataku i trudno obronić przed nim psa. Czasem trudno się nawet zorientować, że nastąpi atak, ponieważ pies mający złe zamiary rzadko szczeka lub warczy. Po prostu stoi naprężony lub podchodzi "na sztywno", a atakuje szybko i znienacka. W moim przypadku pies wystartował do ataku zanim go zauważyłam. Zdążyłam tylko spuścić Nuk, która zrobiła parę kółek, zmęczyła psa i schowała się za mną. Pies mnie nie zaatakował -  był to podobno nieagresywny do ludzi (ale agresywny do psów) amstaff, którego udało mi się powstrzymać i złapać. No i wiecie, mieliśmy szczęście, bo  Nuk jest prędkością, wątpię czy jakiś pies ją dogoni oprócz charta. 

Oczywiście najlepiej by było, gdyby wszyscy pilnowali własnych psów, ale wiemy, jak jest. Dla nas oraz naszych psów najważniejsze jest odróżnić podbiegacze agresywne od nieagresywnych, zwłaszcza punkt 2 od punktu 3, żeby wiedzieć, jak się zachować. Obie te kategorie lepiej zignorować, ale każdy w nieco inny sposób. W jaki? Naprawdę nie polecam uciekania przed takimi psami. 

Co należy zrobić, gdy podbiegnie do nas pies, którego nie znamy?

Jeśli pies podbiega merdając ogonem na boki, to zostawić sytuację do dalszego rozwoju, lecz jeśli podbiega pies szczekający, to trzeba szybko ocenić, czy pies jest tylko szczekający czy może odstraszający.

Psy nieagresywne, ale szczekające i odprowadzające was w asyście najlepiej zignorować i iść dalej. One zazwyczaj nie podejdą na tyle blisko, by wejść w interakcje. Jeśli wasz pies umie im odwarknąć, to dadzą spokój. Jeśli nie umie, to musicie powoli się oddalić bez pośpiechu. Po czym rozpoznać te psy? Szczekają szybko, dużo, nerwowo, wysokim tonem, drepcą naokoło, nie podchodzą za blisko. Wygląda jakby raczej starały się zwrócić czyjąś uwagę niż naprawdę zaatakować. 

Lecz pies agresywnie broniący terenu może zaatakować, gdy się za szybko odwrócicie i spróbujecie odejść. Lepiej na chwilę się zatrzymać, stanąć bokiem, uspokoić swojego psa. Jeśli macie smaczki, to można rozsypać je na ziemi, a nuż to zastanowi tamtego psa. Odejść powoli, nie robiąc gwałtownych gestów. Jak odróżnić takiego psa od nieagresywnego szczekacza? Biegnie wprost na was z niskim szczekaniem lub nie szczeka, a dopiero gdy podbiegnie, zaczyna warczeć lub głęboko szczekać. Głowa nisko, sierść zjeżona, nie skacze naokoło, raczej obniża pozycję ciała. 

Kłopoty zaczynają się gdy podbiega do nas pies z usztywnioną postawą, wysoko zadartym ogonem, zjeżoną sierścią, który nie szczeka. W takiej sytuacji trzeba spróbować się od niego odgrodzić (torbą plecakiem, ławką, barierą architektoniczną) oraz w miarę możliwości schować własnego psa za siebie. Nie zaszkodzić powiedzieć coś spokojnie do psa miłym głosem, rozsypać smaczki.  Jeśli obcy pies chce konfrontacji z waszym psem, to może zrezygnować, gdy go usuniecie z pola widzenia. Poza tym, być może odpuści konfrontację z człowiekiem. Jednak jest to sytuacja bardzo niebezpieczna i nigdy nie wiadomo, jak się skończy. Wiem, trzeba mieć nerwy ze stali, ale takie zachowanie czasem skutkuje.

Czego nie należy robić? 

Nie należy odciągać własnego Burka na smyczy - takie zachowanie powoduje, że obcy pies może się na niego rzucić szybciej niż planował lub nawet jeśli nie planował. 

Nie polecam brania swojego Burka na ręce - pies wielkości owczarka i tak go dosięgnie, a przy tym może przewrócić człowieka. Takie zachowanie prowokuje do ataku, poza tym psy są szybkie, możesz nie zdążyć podnieść psa, a tylko sprowokować drugiego.

Nie można uciekać - ucieczka prowokuje drapieżniki do pogoni, a i tak nie uciekniesz przed psem.

Nie należy wchodzić w konfrontację - mam tu na myśli chaotyczne krzyczenie lub rzucanie czymś w psa, kopanie, odganianie, wzięcie gałęzi itp. Jeśli podbiegł duży nawet nieagresywny pies, to takie zachowanie może go sprowokować do ataku. Słyszy się często, jak zwłaszcza mężczyźni odgrażają się, że jakby to oni wzięli kija i przywalili psu, albo kopa zasadzili, to by nie wstał. No więc, sprowokowanie psa do ataku kończy się atakiem, a pies jest szybszy i bardziej odporny na ból niż się wydaje. Odkopnięcie amstaffa czy staffika nie zrobi na nim wrażenia, a spowoduje, że może przy następnej próbie kopnięcia spróbuje złapać za nogę. 

Najlepiej na takie okazje... 

...mieć ze sobą gaz pieprzowy.

Kamyk do mojego ogródka.

Nie wszystkie psy mają ignorowanie innych w defaultcie. Mam psa, który, gdyby miał okazję, byłby podbiegaczem agresywno-odstraszającym w stosunku do małych psów. Dlatego staram się najlepiej jak mogę kontrolować środowisko oraz psa, gdy jest spuszczony, a gdy nie mogę kontrolować psa lub środowiska, pies jest na smyczy. Jest to zachowanie Nuk, z którym walczę z pewnymi sukcesami, ale wciąż nie mam pewności 100%, że ominie małego psa. Zdaję sobie sprawę, jak trudno oduczyć takiego zachowania, ale trzeba to kontrolować. Za diabła nie rozumiem ludzi, którzy regularnie pozwalają swoim psom tak podbiegać. Ostatnio zdarzyło mi się przez moją nieuwagę, że mój pies złapał za tyłek psa sąsiadki (dla jasności - złapał, to znaczy złapał, nie ugryzł). Wiadomo, zły, agresywny kundel złapał za futerko yoreczka. Nie chcę się tłumaczyć, bo naprawdę nie zauważyłam psiaka i to była moja wina. Ale gdyby to był inny pies, to Nuk by nie podbiegła. Dlaczego? Ponieważ ten york już wiele razy podbiegał bez smyczy do mojego psa, prowokował go, oszczekiwał i działał na nerwy. A ja kazałam Nuk ignorować, więc ignorowała. Ale gdy nadarzyła się okazja, dała mu nauczkę. Psy mają dobrą pamięć. Nie pozwalajcie waszym psom oszczekiwać innych tylko dlatego, że ważą 3 kg i są taaakie słooodkie jak szczekają. Drugi pies ma pod ogonem całą tę ich słodkość. I jego właściciel, czyli na przykład ja, też ma tę słodkość w analogicznym miejscu. 



wtorek, 27 października 2020

Dzień kundelka czyli kundel jako super rasa



Przedwczoraj (25.10) był dzień kundelka. Z tej okazji w telewizji, Internecie i prasie pojawiały się różne informacje na temat kundelków, ludzie przysyłali zdjęcia, ogólnie sama słodycz i tęcze.

Jak wiadomo, przy takich okazjach celebryci posiadający kundelki ze schronisk przychodzą z nimi do telewizji, żeby pokazać, jakie są słitaśne i zachęcić do adopcji. Ogólny przekaz jest taki, że kundelki są "lepsze" niż rasowe, kochają jakby bardziej i są wdzięczne za to, że je uratowaliśmy.

Prawda jest jednak taka, że kundelki nie kochają bardziej niż rasowe (ani mniej), nie są lepsze (ani gorsze) oraz na pewno nie są wdzięczne za uratowanie, ponieważ, jak każde inne psy, nie postrzegają w ten sposób związków przyczynowo-skutkowych.

Dlatego uznałam, że warto podjąć temat, który moim zdaniem jest ważny w tym kontekście. Otóż kundelki są oczywiście kochane, słodkie i mądre, ale bywa, że są trudniejszymi psami niż psy rasowe, dlatego być może nie każdy powinien od razu rzucać się na adoptowanie kundla po przejściach ze schroniska. Czy są gorsze? Czy są lepsze? Oczywiście, że nie. 

Kilka faktów o kundlach.

(Uwaga, będzie trochę naukowego bełkotu, ale nie pomijajcie)

Jak udowodnił prof. Bogdanowicz badając pulę genetyczną populacji kundli, kundle obecnie występujące w Europie pochodzą z tak zwanej drugiej migracji psów z Azji. Ich genotyp jest zupełnie odmienny niż genotyp wszystkich ras, a zbliżony bardziej do wilków. Wniosek - to psy rasowe pochodzą od kundli, a nie kundle są mieszanką rozmaitych ras. Jest to dobrze widoczne w fenotypie kundli - konkretne wspólne cechy wyglądu kundli, takie jak stosunkowo długi pysk, krótkie uszy, długie, mocne zęby, jak również szybkość, zwinność oraz budowa ciała umożliwiająca większą wydolność organizmu, mają za zadanie umożliwić psu przeżycie na wolności, bez opieki człowieka. Wśród kundli nie ma zatem psów bardzo dużych albo bardzo malutkich (a jeśli się trafia, to jest to mieszaniec dużych lub małych ras), ze zbyt krótką kufą albo z za długimi uszami. Mają zazwyczaj lepszy węch, wzrok, większą odporność, a także często są bardziej inteligentne niż psy rasowe. (Przy czym o inteligencji nie świadczy tutaj ilość znanych sztuczek, ale umiejętność przetrwania w środowisku ludzi, np. rosyjskie kundle jeżdżące metrem nie znają raczej sztuczki "turlaj się", a trudno im odmówić inteligencji). Bogdanowicz nazywa kundle super rasą właśnie ze względu na te wszystkie cechy. Kto chce, może sobie poczytać o tych badaniach tutaj.

Kiedyś w pewnej dyskusji, gdy powiedziałam, że moim zdaniem kundle podlegają selekcji naturalnej, zostałam zakrzyczana, że wcale nie, ponieważ dobór naturalny charakteryzuje się określonymi zachowaniami godowymi dzikich zwierząt, tylko najsilniejszy samiec ma dostęp do samic itp., a kundle to po prostu każdy z każdym. Tak nie jest. Dobór naturalny występował u tych psów na przestrzeni tysięcy lat, a jedynym kryterium rzeczywiście nie była wielkość czy siła, ale być może spryt lub właśnie inteligencja. Przypomnę, że "rasy" to stosunkowo świeża sprawa. Historia ras pierwotnych sięga wprawdzie 1000 - 2000 lat (akita, chow-chow, basenji, pies faraona), niemniej większość współcześnie znanych ras ma zaledwie kilkusetletnią historię. Kundle są genetycznie dużo starsze od jednych i drugich.

Pierwsza migracja udomowionych psów po oddzieleniu się gatunkowym od wilków nastąpiła prawdopodobnie około 15 tys. lat temu. Psy przywędrowały z Azji południowo-wchodniej na Daleki Wschód. Druga migracja miała miejsce 10 tys. lat temu z Dalekiego Wschodu do Europy (tu można poczytać o migracjach) lub z Azji do Europy, jak twierdzi Bogdanowicz na podstawie swoich badań genetycznych. Działo się to więc bardzo dawno temu. Okazuje się, że można stwierdzić na podstawie analizy genów pochodzących z wykopalisk, że współczesne kundle to właśnie potomkowie psów z drugiej migracji. Dalsze migracje do Afryki i na północ Azji oraz zainteresowanie ludzi na tamtych obszarach użytkowością psów spowodowało ukształtowanie częściowo przez ludzi, a częściowo przez środowisko, cech typowych dla psów pierwotnych z danych regionów, jak pies faraona w Afryce lub syberian hysky czy malamut na Syberii i w Kanadzie. 

A reszta kundli - została kundlami, dalej z różnorodną pulą genów, dzięki czemu radziły sobie świetnie żyjąc na wolności, choć obok ludzi. Uwarunkowania środowiskowe kształtowały ich fenotyp, stąd różnorodność umaszczenia i wielkości. 

Typowy kundel wiejski: klapnięte uszy, długa kufa, krótkie nogi. Nikt się nie zachwyci.

Ze swoich obserwacji dodam jeszcze, że prawdziwe kundle (nie mieszańce) charakteryzują się zazwyczaj silniejszym instynktem łowczym niż psy rasowe, z wyłączeniem ras myśliwskich oczywiście, a także zbieractwem rozmaitego jedzenia, nie wynikającym z łakomstwa. Obie te cechy dziedziczą zapewne po swoich przodkach, którzy musieli przetrwać różne trudne sytuacji życiowe. 

Skoro to taka super rasa, to czemu mówię, że kundle bywają trudniejsze w prowadzeniu niż rasowe? 

Ponieważ nie wiadomo, czego się po nich spodziewać. Przygarniając kundelka nie od razu wiesz, czy to typ kanapowca czy wyczynowca, przy czym ta druga opcja występuje częściej. Trzeba się z tym liczyć. Zazwyczaj kundle trudniej zmęczyć, trudniej zapewnić wystarczającą ilość ruchu jedną aktywnością - rzadko będą w kółko aportować piłkę, potrzebują zmian.

Ponieważ są inteligentne, ale rzadko są nastawione na pracę z człowiekiem, czasami trudniej sobie z nimi poradzić. Podobnie jak rasy pierwotne chadzają swoimi drogami. Umieją sobie poradzić, więc nie czują tak silnego związku z człowiekiem. Same decydują. Np. border collie żyje dla pracy z człowiekiem, wykona sztuczki za smaczki, miłe słowo, zadowolenie człowieka. Kundel się zastanowi, czy mu się to naprawdę opłaca. Kundel może też nie widzieć sensu biegania po kwadracie po raz dziesiąty - trening z nim wygląda więc inaczej.

Ponieważ kundle mają zazwyczaj silniejszy węch, instynkt łowczy i większą dynamikę niż większość psów rasowych, biegają szybciej, oczywiście nie od chartów, ale szybciej niż większość psów rasowych, są też często lepiej skoordynowane. Dla niektórych ludzi to nie jest oczywiście wadą, na przykład dla mnie, ale często przez te cechy trudniej opanować ich charakter. 

Ponieważ mają wyrazisty charakter, są mniej plastyczne do wychowania. Czasem uogólnia się niesłusznie psy rasowe pod kątem zachowania, np, że amstaffy są agresywne, że owczarki są nadpobudliwe, że goldeny są spokojne i nie gryzą, a teriery uparte itp. Nie powinno się tego robić, bo każdy pies jest inny, ale jednak rzadko spotykamy agresywne goldeny czy spokojne owczarki. Z kundlami jest natomiast tak, że każdy jest inny, ale ich zachowanie i charakter są bardziej zależne od wszystkich popędów, nie wytłumianych ani nie wzmacnianych w hodowli. Co oznacza, że są bardziej "psie", żeby nie powiedzieć, bardziej dzikie - w porównaniu do pieczołowicie wyhodowanych ras ze wzmacnianymi konkretnymi cechami. Albo inaczej, mają cechy bardziej umożliwiające im przetrwanie (np. nieufność wobec ludzi) niż użytkowość (np. zapatrzenie w człowieka).

Dlatego jeśli chcemy spokojnego pieseczka dla dziecka, a wcale nie znamy się na psach, nie zamierzamy szkolić, wychowywać ani w ogóle mieć problemów, mamy podejście typu: nie będę ciągle dawać mu jedzenia, ma mnie słuchać bez tego, a także jeśli przywiązujemy wagę do wyglądu psa, to w przypadku adopcji ze schroniska mocno się zastanówmy. Dajmy się wypowiedzieć pracownikom schroniska, którzy znają psy. Poznajmy psa w innych warunkach niż schronisko. Wysłuchajmy o jego historii. A może lepiej kupmy suczkę sheltie.

To, co chciałabym promować, to świadoma adopcja psów ze schronisk. Świadoma, czyli biorąca pod uwagę, że może nam się zdarzyć pies trudniejszy niż w reklamie Chappy. Świadoma, czyli jeśli się trafi trudny pies, to cóż- nie będzie sielanki, ale go nie oddam i spróbuję mu pomóc. 

Bo dla miłośników psów kundle, zwłaszcza te po przejściach, to kopalnia wiedzy o tym gatunku, to rozwinięcie swojej wiedzy, umiejętności szkoleniowych i wychowawczych, to nauka o międzygatunkowej i wewnątrzgatunkowej komunikacji. To budowanie z psem głębokiej relacji, docenienie jego inteligencji, dostrzeganie i docenianie jego przystosowań do życia z człowiekiem. 

Zdobycie zaufania goldena cieszy jak wycieczka po lesie, a zdobycie zaufania lękliwego kundla po przejściach cieszy jak trudna wyprawa w nieznane i bezpieczny powrót do domu.




środa, 5 sierpnia 2020

The best of: przywitanie na smyczy

 

Z witaniem się psów na smyczy jest tak, że unikam tego jak diabeł święconej wody, chyba że znam psa oraz właściciela i co nieco o nich wiem. Bywają jednak takie zaułki, jak uliczka między domami, w której zza rogu ktoś na mnie wyskoczy z psem i nie mam się gdzie schować ani uciec, ponieważ długość flexi przekracza szerokość ulicy. Ostatnio doszło do sytuacji, która zmieniła mój i tak mało wyważony pogląd o ludziach - na jeszcze mniej wyważony. Krótko mówiąc słowa, które przyszły mi wtedy na myśl, nie nadają się do publikacji, ale łatwo można sobie je wyobrazić.

Otóż na wspomnianej uliczce, pustej, cichej i wąskiej, ogrodzonej płotami po obu stronach, szłam sobie spokojnie z Nuk. Na smyczy. W szelkach. Nagle zmaterializowała się przede mną w odległości jakichś 3 metrów starsza pani z małym pieseczkiem (tzn. wyszła zza wysokiego muru). A nas wmurowało. To znaczy mnie i Nuk wmurowało, aż zatrzymałyśmy się w tej nieszczęsnej odległości 3 metrów, po czym podjęłam dramatyczną i desperacką próbę manewru w tył zwrot, zakończonego niepowodzeniem, gdyż… flexi jak wiadomo ma zazwyczaj pięć metrów. I mały piesek wykorzystał swoją przewagę. Ponieważ jednak zdążyłyśmy się nieco wycofać, mówię do babki, żeby zabrała swojego psa. Pani jednak odpowiada mi z rozbrajającym uśmiechem, że „on się chce tylko przywitać” i rusza w naszą stronę. No i… Nuk się szarpnęła, mnie przez myśl przeleciały wszystkie możliwe KA, ChA, itp, a tamten pies w tym czasie podbiegł. Widząc, że przegrałam to starcie, mówię do Nuki, OK, czyli znaczy, możesz podejść na „witanie”. Nuk podchodzi, tamten pies podchodzi, wąchają się tam, gdzie powinny i nagle tamten dziab Nukę znienacka w tyłek i szarpie. Był trzy razy mniejszy od Nuki, więc kurczę, koniec byłby raczej oczywisty. Przez następne kilka sekund trwa prawdziwy armagedon. W akompaniamencie warczenie, ujadania i plątania się smyczy, nie udaje mi się skutecznie odciągnąć psa, ponieważ jak tylko się oddalę, tamten się przybliża (no nie wiem, może przycisk od flexi się zaciął). Akcję kończy spektakularny obrót Nuki wokół moich nóg i dziabnięcie mnie z nerwów i nieuwagi w nogę. Mój pies się jakby uspokaja, otrząsa i odchodzimy w końcu dalej. Nie wiem, czy poskutkowało to, że wyładowała nerwy na mnie, czy po prostu jej przeszło, ale się na chwilę uspokoiła. W tym czasie drugi psiak ciągle ujada i łeb sobie chce urwać, a w między czasie łapczywie i trochę w amoku łyka jakieś żarcie, które mu pani ładuje do pyska, szczebiocząc, jak to się jej pieseczek zdenerwował i ojojoj. Odchodzimy na pięć metrów, biorę głęboki wdech i pytam (tak, tak, uszczypliwie, jak cholera) co ową szanowną panią kierowało, że podeszła do nas  z  t a k i m   psem. I oczywiście standardzik: on pierwszy raz się tak bardzo zdenerwował. O żesz, mać. Moje psie znowu zaczyna się nakręcać, a tamto psie nakręcone cały czas. Szczeka jak oszalały. O, nie, myślę, trudno. Muszę nauczyć Nukiszona, że to było niewłaściwe zachowanie i że musi przejść obok ujadającego psa w skupieniu na mnie. Ruszamy w ich kierunku. Tamten ujada, pani cały czas nagradza jego zachowanie smaczkami, które piesek od czasu do czasu w przerwie między szczekaniem łapie w pysk. A my sobie przechodzimy podchodząc coraz bliżej. Nuki już w skupieniu, na szczęście, tak jak ma być. W końcu tamta pani krzyczy do mnie z oburzeniem: „Pani to specjalnie robi!!”. Tak, tak. Oczywiście, że specjalnie. Szkolę swojego psa. I panią. Oraz w ten sposób powstrzymuję swoje znacznie mniej cywilizowane zachowania, które mam ochotę uskutecznić.

Bilans zysków i strat:

+        Okazuje się, że mój pies umie się ogarnąć  i wydaje się, że umie powstrzymać swoją agresję, nawet po ugryzieniu.

+        Mój pies umie się na mnie skupić w sytuacji, w której bym go o to nie podejrzewała.

+        Mój pies nie rzuca się na następnego psa w kolejce do przywitania. Nie widzę zmian w komunikacji, nad którą tyle pracowałam. Nie wróciło skradanie, uff.

+        Ja sama za to przekonuję się po raz kolejny i już ostatni, że ludziom się nie ufa. Wyciągam też naukę, że następnym razem w podobnej sytuacji po prostu muszę rzucić bez ceregieli jakimś siarczystym bluzgiem i zatrzymać taką pańcię z otwartymi z oburzenia ustami daleko za nami. Nie będę już taką miłą fujarą.

        Mogło się to jednak odbić na psyche mojego psa i skutki tego odbicia jeszcze przyszłość pokaże. Moja Nuk nigdy wcześniej nie spotkała się z aż taką nieprzyjemną sytuacją, nie została tak ugryziona i sama pierwszy raz zaatakowała psa w taki zajadły sposób.

        Moje nerwy wypaliły całą aktualną zawartość magnezu w organizmie w przeciągu minuty. To dla mnie żadna przygoda. Po prostu spaprany spacer i wieczór.

        Mam naprawdę porządną ranę na nodze w bardzo niefajnym miejscu - mój własny pies mnie użarł.

        Nie wiem jak pies, ale ja raczej już nie odzyskam zaufania do małych psów i ich właścicieli.

        Zachowałam się jak świnia, a nie jak na mnie przystało (ach, te wyrzuty sumienia), ale w zasadzie mogłam się zachować jeszcze gorzej. Nerwy. Nerwy.

Minusów wyszło więcej, ale szczerze powiem, jestem w szoku, że znalazłam jakieś plusy. Może to dlatego, że piszę to wszystko tydzień po całej akcji. Na chłodno.

Na dodatek podczas dalszego spaceru podszedł do nas starszy pan z psem. Kategoria „Miłośnik psów”, gonił mnie ze swoim psem, gdy zeszłam im w bok z drogi, bo jego pies lubi się witać. No lubi się witać! Co zrobić? Powiedziałam krótko, że to fajnie, ale ja nie lubię. No żesz, nie sklęłam go jednak, jak sobie solennie obiecałam kilka minut wcześniej. Ale nie byłam już miła. Brak uśmiechu w takich sytuacjach wprowadza ludzi w konfuzję. Dzięki temu zyskałam czas na odejście z psem w stronę zachodzącego słońca.

Zdanie przypisywane Lemowi, że mianowicie „nie wiedziałem, że jest tylu idiotów, dopóki nie użyłem Internetu” znalazło swoją ponurą analogię. Nie wiedziałam, że jest tylu idiotów, dopóki nie przygarnęłam sobie psa. Może dlatego, że jestem osobą dość zamkniętą na kontakty z ludźmi i do tej pory nie rozmawiałam z przygodnie spotkanymi ludźmi. A pies takie kontakty prowokuje. No to teraz mam za swoje.

Jak już mówiłam, moja komunikacja z psami w porównaniu do komunikacji z ludźmi jest o wiele lepsza. I powiedzcie, czego ja się tych ludzi tak czepiam? Sama nie wiem. No nie wiem czemu po prostu. Czym ja się przejmuję?

 
 

środa, 17 czerwca 2020

Dlaczego ludzie nie lubią psów?

 
Psy towarzyszą człowiekowi od tysięcy lat. Znalazły sobie niszę, w której całkiem nieźle egzystują, znosząc niedogodności, jakie się z tym wiążą oraz czerpiąc korzyści, wynikające z bliskości człowieka. A człowiek? Jak patrzy na to człowiek? Otóż poza grupą prawdziwych pasjonatów, psiarzy z krwi i kości, kochających psy i fascynujących się tymi zwierzętami, większość społeczeństwa nie lubi psów lub traktuje je z obojętnością.
Dla mnie, osoby zafascynowanej zwierzętami w ogóle, a psami w szczególności, było to swoiste odkrycie, gdy zrozumiałam, że większość ludzi nie lubi psów. Dlaczego? Jaki jest tego powód? Czy można coś z tym zrobić?

poniedziałek, 20 kwietnia 2020

Życie w czasach zarazy



 
 
Paradoksalnie Wielkanoc w czasie zarazy nie była najgorszym przeżyciem, jakie nas spotkało. Spacery z psem, choć krótsze, także nie są jakimś dramatem. Może jestem odludkiem, może nie  mam zbyt dużych potrzeb socjalnych, ale mnie tam w sumie nie przeszkadza brak kontaktu z ludźmi. Znacznie bardziej przeszkadza mi brak kontaktu z przyrodą.

czwartek, 19 grudnia 2019

Fajerwerki - kość niezgody





Zwierzęta boją się fajerwerków, głośnych imprez, wrzasków i petard. A ludzie raz w roku dają upust swojej żądzy zabawy i organizują huczne przyjęcia  w Sylwestra. Witamy Nowy Rok, żegnamy wiele zwierząt, zarówno domowych, jak i dzikich. Zwierzęta uciekają w panice, wpadają pod samochody, dostają zawału, a my nic – strzelamy sobie w najlepsze. Temat wraca jak bumerang co rok, a nic nie robi się w kierunku polepszenia dobrostanu zwierząt w tym trudnych dla nich czasie.

poniedziałek, 28 października 2019

OJeeeeeezus!!!


 „Nie wymawiaj imienia Pana Boga swego nadaremno”, chciałoby się powiedzieć, ale zazwyczaj z nerwów nic nie mówię i odchodzę w siną dal. Nie ma tu czego tłumaczyć. Ani komu. Ale jeśli to czyta ktoś, kto „ojezusuje” pod nosem, to niechaj wyciągnie wnioski i zaprzestanie to czynić!

czwartek, 17 października 2019

Gdy puszczają nam nerwy...

 
 
 

i zawodzą hamulce, a przed nami emocjonalna równia pochyła w dół, powinno nam przyjść do głowy hamowanie silnikiem, czyli rozsądkiem. Ale nie. Już za późno. Mleko się rozlało. Awantura murowana. Dlaczego tak często dochodzi do kłótni między psiarzami? Co takiego stanowi wyzwalacz awantur i podwórkowej łaciny, nawet jeśli nic poważnego się nie stało nam, naszym psom, dzieciom, ubraniom ani zakupom. Oto kilka sytuacji, które utwierdziły mnie w przekonaniu, że raczej nie należy gęby do ludzi otwierać i że nieznajomym  należy schodzić z drogi, a gdy cię ktoś taki zaczepi - wiać!

środa, 9 października 2019

Atak psa na człowieka

 
 
 
Pies zaatakował człowieka. Pies odgryzł dziecku wargę. Psy zagryzły mężczyznę pilnującego składu opon. Psy zaatakowały kobietę wracającą z pracy. Groźny pies rzucił się na człowieka. Często tego typu informacjom towarzyszy skrajne nasilenie emocji związanych z sytuacją, przez które tracimy zdrowy rozsądek i zdolność oceny. Takie wydarzenia burzą krew i budzą demony. Nasze, ludzkie, swojskie demony. Od razu rozpoczyna się nagonka: na psy, na "wilczury", na amstaffy, na kundle, na psiarzy. Zapominamy, że psy to zwierzęta drapieżne i mogą być niebezpieczne. Zapominamy również, że zazwyczaj winę za takie wydarzenia ponoszą ludzie. Ale nie psiarze, hippisi ani nie właściciele amstaffów, ale bardzo konkretni właściciele tych właśnie konkretnych psów.

piątek, 23 sierpnia 2019

Klątwa czarnego psa









 
To, że pies jest czarny nastręcza kilku problemów natury technicznej, żeby nie powiedzieć praktycznej. Pies taki gorzej znosi nasłonecznienie, bo jego sierść bardziej się nagrzewa. Jest słabo widoczny, a właściwie w ogóle niewidoczny po zmroku. Bardzo trudno zrobić mu dobre zdjęcie z odpowiednim kontrastem, zwłaszcza jeśli nie jest się zawodowcem ani pasjonatem fotografii. Jednak jest jeszcze jeden aspekt, którego dotąd nie rozważałam, ale gdy się bardziej temu przyjrzeć, zjawisko jest dość powszechne. Otóż ludzie bardziej się boją czarnych psów. Bardziej niż kremowych, bardziej niż białych, rudych czy czekoladowych. I zdecydowanie bardziej niż łaciatych. Czemu tak się dzieje? Jaka jest etymologia tego zjawiska?

czwartek, 13 czerwca 2019

Drugie wakacje z psem




 
Ubiegłoroczne wakacje z psem wspominam dość dobrze. Wybraliśmy się nad morze do Chłapowa poza sezonem, niewielu już było ludzi i nie mieliśmy problemów ze znalezieniem kwatery. Co jednak bardzo rzucało się w oczy, to powszechne zakazy wejścia z psem. Rozumiem restauracje, rozumiem sklepy, ale zakazy obejmowały na przykład zejścia na niestrzeżone plaże. Oczywiście sprawdziłam, w którym miejscu mogę przebywać z psem, ale nie wszystkie dane okazały się prawdziwe.

piątek, 22 marca 2019

Flexi czy nie flexi - oto jest pytanie




Smycz automatyczna jest kupowana bardzo często z uwagi na kilka cech, które początkującemu właścicielowi psa wydają się bardzo ważne - nie plącze się, ma duży zasięg, pies może iść przed nami nie ciągnąc i nie musimy za nim włazić na trawę, ewentualnie w błoto czy krzaki. Jest to też smycz, którą cenią sobie właściciele, którzy nigdy nie spuszczają psów ze smyczy, gdyż daje psom niejako namiastkę wolności.
Jednak wielu właścicieli psów uważa tego typu smycze za ZŁO i nie dają się przekonać żadnej argumentacji jej zwolenników. Prawda, jak to zwykle bywa, leży po środku. Smycz sama w sobie nie jest ani dobra, ani zła; zależy jak jej używamy.

środa, 16 stycznia 2019

Psy się muszą przywitać. I już!




Psy to zwierzęta społeczne, które potrzebują zarówno kontaktu z człowiekiem, jak i z przedstawicielami swego gatunku. Zapewnienie im tego kontaktu leży w gestii psiego przewodnika. Jednak nie każdy kontakt jest pożądany i nie zawsze psy muszą się "witać". Człowiek również jest zwierzęciem społecznym, a nie każdemu przechodniowi mówi "dzień dobry", nie wspominając o podawaniu dłoni. Niektóre psy nie potrzebują do szczęścia innych psów, ale czasem potrzeba kontaktu psa z psem jest bardzo silna. Z tego powodu starają się one podejść do każdego psa na swej drodze, a właściciele im tego nie zabraniają. Czy faktycznie psy muszą się witać? 
 

czwartek, 22 listopada 2018

Jak się bronić przed atakiem psa?

W Polsce jest notowanych coraz więcej pogryzień. Ciągle słyszy się o kolejnym ataku agresywnego psa na człowieka. Nowelizacja kodeksu karnego nakłada większe kary na właścicieli psów za niedopilnowanie zwierzęcia. Wszyscy rzucili się na temat i grzmią o wielkich karach za wyprowadzanie psa bez smyczy i kagańca. Lecz sprawcami pogryzień rzadko bywają „psy na spacerze bez smyczy i kagańca”. Jak realnie uniknąć ataku psa? Zrobić „żółwika”? Dlatego dziś będzie o tym, w jakich sytuacjach może się zdarzyć atak psa i co należy robić, gdy atakuje nas pies. Ale przede wszystkim będzie o tym, co zrobić, żeby zminimalizować prawdopodobieństwo ataku.

wtorek, 20 listopada 2018

Wysokie mandaty za wyprowadzanie psa bez smyczy i kagańca

 
Drakońskie kary za wyprowadzanie psa bez smyczy i kagańca, nawet 5000 zł za psa bez smyczy, nowe przepisy, wysokie mandaty za psa bez smyczy i kagańca.
Takie wieści obiegły Internet, ponieważ od 15 listopada 2018 roku w kodeksie wykroczeń obowiązują nowe przepisy dotyczące zwierząt. Informacje te nieco dezinformują, ponieważ w znowelizowanym kodeksie wykroczeń nie jest wcale napisane, że te kary są za wyprowadzenie psa bez smyczy i kagańca, ale jest odniesienie do „zwykłych lub nakazanych (przypis red. uchwałą rady miasta) środków ostrożności”. Pojęcie „agresywny pies bez smyczy” jest odmieniane  przez wszystkie przypadki, a w komentarzach wrze. Przeciwnicy psów w sferze publicznej ruszyli do boju i wytoczyli ciężkie działa hipotetycznych pań Ań i Teres, które wprost nie mogą wyjść z domu ze swymi dziećmi i od kilku lat nie chodzą na spacer, gdyż nękane są przez „agresywne psy bez smyczy”. To znaczy nie wiadomo, czy chodzi o agresywne, ale o te podbiegające. A właściwie nawet nie o podbiegające, ale o chodzące luzem. No w każdym razie chodzi o te psy.
Co tymczasem mówi kodeks wykroczeń? Mówi tak:

piątek, 14 września 2018

Spokojny spacer z psem

a komunikacja ludzka, czyli o podbiegaczach z innego punktu widzenia
 

Obce psy podbiegające do naszych czworonogów stanowią sól w oku niejednego właściciela psa i chyba wszystkich blogerów. Są jednak sytuacje, gdy to właściciel z psem na smyczy, który ma potem pretensje do właścicieli podbiegających Burków, sam stwarza zagrożenie dla własnego psa.
W tym temacie nie mam zamiaru oceniać czyjegoś postępowania, tekst nie ma na celu nikogo obrazić ani ośmieszyć. Suche fakty przedstawię i zaręczam, że nie jestem do opisanych osób ustosunkowana emocjonalnie. Chcę po prostu ostrzec i być może pomóc zrozumieć zachowanie niektórych osób oraz ich psów.

Agresja łowcza

    Agresja psów ma wiele przyczyn, począwszy od niewłaściwej socjalizacji, złych doświadczeń, przez lęki, obronę terytorium,...

Najchętniej czytane